piątek, 17 sierpnia 2012

Rozdział 8

Liscik numer dwa !
- A wiec co myslisz o tym liscie ?- zapytała Jessica.
-A co mam myslec , to jest strasze , przeraza mnie , ten tekst...- zasmuciem sie.
-A moze to tylko zart...?
-Mam taka nadzieje. - zasmiałem sie.
Dziwne. Nigdy nie miałem wrogów. A teraz to wszystko mnie przerastało. Najpierw ktoś , uderzył mnie w głowe , a teraz ta karteczka. Może powinienem , iść z tym na policje , albo trochę poczekać jeszcze ? Sam nie wiem. Usiadłem na ławce i spojrzałem w prawo na dziewczyne która patrzyła się na mnie i równocześnie czytała książke. Po jakiejś chwili zamknęła ją i ruszyła przed siebie. Zniknęła za rogiem. Jessica usiadła obok mnie i położyła swoją dłoń na mojej ręce. Spojrzałem na jej dłoń i szybko odsunąłem swoją od niej. Podniosła wzrok z rąk na mnie..
-Coś się stało ? Coś nie tak ? - spytała.
-Mam dziewczyne...
-Wiem , ale przecież co ja takiego robię...mam nadzieje , że uważasz mnie za przyjaciółkę , tak jak ja Ciebie  za przyjaciela. A to , że położyłam Cię swoja ręke na Twojej to przecież nic nie znaczy. A Twoja dziewczyna , jest trochę ...
-No jaka ?
-Dziwna...- spuściła głowe.
-Czemu tak myślisz ?-spytałem.
-Bo...-przerwała i spojrzała przed siebie-Bo zachowuje się jakby Tobie się nic nie stało i w ogóle...Ja na Twoim miejscu..
Wtrąciłem się.
-Jassica , ja będe robił , to co będe uważał za słuszne !
-To czemu jej w szpitalu nie pocałowałeś ?-spytała zaciekawiona.
-Bo nie dałem rady się podnieśc , teraz jest już lepiej , zresztą to długa historia.
-Mi możesz opowiedzieć. Ja Cię wysłucham.
-Jessica , to nie jest takie łatwe , jak Tobie się wydaje.
-Przyjdziesz , do mnie jak wyjdziesz z szpitala ? Oglądniemy jakieś filmy , mam popcorn ! Rodziców nie będzie , więc ..
-Jessica...
-Nie , słuchaj mnie ! Tobie jest coś takiego potrzebnego ,a ja Ci pomogę ! - uśmiechnęła się szeroko.-Pokażę Ci mój dom , ogród , mam piłkarzyki co Ty na to ? - spytała się mnie.
-Eh , no dobrze..A gdzie Twoi rodzice będą ? - spytałem.
-Mama jest za granicą , we Francji , a Ojciec jesli moge tak o nim mówić , jedzie do swojej narzeczonej i jej wrednej córki. Eh  , nie ważne , a gdzie Twoi rodzice ? Nigdy ich nie widziałam. Byli u Ciebie w szpitalu ?
Skrzywiłem się na samą myśl o rodzicach.
-Oj , jak nie chcesz , to nie musisz opowiadać. Żle , że zapytałam. Przepraszam..
-Nic się nie stało , nie żyją.
-Oh , tak bardzo mi przykro ! -przytuliła mnie mówiąc te słowa.
Przyszła mi wiadomość ! To pewnie Cleo. Albo Dylan. Pomyliłem sie , to nikt z moich znajomych ! Jakiś zablokowany numer.
-Od kogo ?
-Znów , ten X !
-Co napisał !? - spytała.
- " Przytulanki , może jeszcze czekoladki ? Uważaj , bo Cleo , jest do wszystkiego zdolna " - powiedziałem przerażony.
-Chodzi o mnie ? -spytała.
-Pewnie tak, to sie zaczyna robić dziwne ! Kto to mógł wysłać ?
-Ktoś , kto widział nas , przed chwilą ...
Zapadła cisza , spojrzeliśmy na siebie a , potem rozglądnęliśmy się w okół. Nikogo nie było. Tylko my. Wstałem i ruszyłem w stronę drzwi wejściowych do szpitala , a Jessica za mną. Rozglądnąłem się po szpitalu. Pielęgniarki chodziły tam i z powrotem. Raz na jakiś czas lekarz konsultował się z nimi i znów wracał do swojego gabinetu. Weszliśmy po schodach na górę. Zatrzymałem się przed drzwiami do mojego pokoju. Popatrzyłem na Jessice i powiedziałem.
-Chyba powinienem się przespać , dobrze mi to zrobi. Więc , cześć. - otworzyłem drzwi.
-Poczekaj ! - chwyciła mnie za nadgarstek i przyciągnęła do siebie.
I się stało. Pocałowała mnie. Zdziwiony odsunąłem ją delikatnie od siebie.
-Wiem , nie powinnam tego robić , ale musiałam.
Gdy powiedziała te słowa , zniknęła za rogiem , tak jakby nic się nie stało. Wszedłem do środka pokoju i oparłem się o drzwi.

środa, 1 sierpnia 2012

Rozdział 7

Liścik.
Wziąłem do ręki jabłko i ugryzłem. "Całkiem dobre " - pomyślałem. Byłem sam w pokoju i trochę brakowało mi moich przyjaciół. Nagle ktoś zapukał do drzwi , otworzyły się tylko troszkę i jakaś ręka położyła na podłodze w moim pokoju jakiś liścik. Natychmiast zamknęła drzwi , wstałem z łóżka i podnosiłem kartkę na której widniał tekst " Chcesz więcej przebywać w szpitalu ? - X ". Upuściłem kartkę i podskoczyłem ze strachu. Kto to mógł napisać ? I kto to jest X ? Usiadłem z powrotem na łóżku i rozejrzałem się po pokoju. Ktoś znów zapukał do drzwi , serce podskoczyło mi ,a ja przykryłem się kołdrą. Do pokoju ktoś wszedł. Chwycił moją kołdrę i spojrzał na mnie zdziwiony. To była Jessica ! Zaśmiałem się.
-Co robiłeś pod kołdrą ? Jeszcze przykryty cały ? Nie za ciepło Ci ? - spytała i pocałowała mnie w czoło. - Przyniosłam Ci loda , chcesz ? - podała mi.
-Dziękuje. Może dziwne będzie Ci sie to wydawać , ale ktoś mi tą karteczkę podrzucił - pokazałem leżący list na szafce. - Przeczytaj...
-Chcesz...-przerwała i zrobiła duże oczy- Kto Ci to dał ?
-Nie wiem , widziałem tylko rękę , ubraną jeszcze w rękawiczkę.
Usiadła obok mnie i przytuliła mnie do siebie bardzo mocno. Popatrzyłem jej w oczy i powiedziałem nie pewnie.
-Może , jak wyjdę z tego więzienia , to pójdziemy gdzieś ? Na szekja ?
-Nie jest tak źle - zastanowiła się i po chwili dodała - Jasne , nie ma sprawy , ale masz dziewczyne..
-Wiem , o tym , ale ona całowała się z moim przyjacielem , to przecież ja mogę się umówić z moją przyjaciółką prawda ? - spytałem.
-No tak masz rację... ale nie chcę by później była kłótnia o to ...
-Nie będzie...
Uśmiechnąłem się do niej promiennie , ona odwzajemniła mój uśmiech. Położyła dłonie na moich policzkach i   popatrzyła mi w oczy.
-Wiesz co ? -spytałem się , by odciągnąć od tej nie zręcznej sytułacji.-Może , przejdziemy się ? Koło szpitala jest taki mały park. -zaproponowałem.
-Oczywiście...- spuściła ręce na dół i stanęła na równe nogi.
Postawiłem prawą nogę z powrotem na ziemię. Jessic , otwarła drzwi i czekała na mnie. Zatrzymałem się przed nimi i rozejrzałem się po pokoju.
Wyszliśmy.


Wiem , bardzo krótki ! <3

Rozdział 6

Tajemnicze spotkanie.

Usiadłem na krześle obok stołu. Źle się czułem , że zostawiłem samą Jessice w ogrodzie. W końcu zrobiła wszystko za mnie. Teraz ten ogródek wyglądał na prawdę wspaniale. Musze jej podziękować. Widać ile pracy w to włożyła. Szkoda , że nie mam jej numeru telefonu , zadzwonil bym do niej i może umówił się , by jej to wynagrodzić. Wziąłem do ręki kieliszek z whisky i zrobiłem dużego łyka , tak , że praktycznie zostało tylko na samym dnie. Dylan odsunął krzesło i usiadł obok , klepiąc mnie po plecach.
-Co ? - spytałem może zbyt ostro , ale byłem przybity , więc próbowałem to jakoś odkręcić - przepraszam , po prostu nie jestem w... - przerwałem - nie jestem w nastroju - dokończyłem.
-Dzieje się coś z Tobą dziwnego Jake. Widzę to. Zachowujesz się innaczej , niż kiedy zamieszkaliśmy ten dom. - spuścił ręke z moich pleców i uśmiechnął się nie pewnie.- Powiedz co sie dzieje ?
Mówił bardzo zatroskany. Przypominał mi mojego ojca , gdy wracałem ze szkoły przygnębiony faktem , że przegraliśmy mecz football. A zawsze dobrze nam szło. Ale nie mogłem , mu powiedzieć o dziwnych krzykach w lesie. Spuściłem głowę i chciałem dać mu do zrozumienia , że nie chcę o tym gadac , ale on bardziej poszerzał ten temat. Szybko podnosiłem głowę i poparzyłem na niego spod zmrożonych powiek.
- Bo ja...- przerwałem , miałem mu nic nie mówić- bo ja..eee..- zastanawiałem się przez chwile i dodałem by odciągnąć od tematu. - Która to już godzina ? - spytałem.- Chyba pójdę się umyć , i ten , no eee...wyspać się - wymyśliłem na poczekaniu.
-Jest dopiero czwarta dwadzieścia dziewięć. Daj spokój wie , że coś Cię dręczy , powiedz mi. Chyba mi ufasz prawda ?- spojrzał mi w oczy.
No miał racje. Był moim najlepszym przyjacielem i ufałem mu , ale nie mogłem mu o tym powiedzieć co sie zdarzyło w lesie. Wolałem , żeby sam do tego doszedł. Może wyciągnę go na spacer i znów ktoś zacznie krzyczeć. Na razie pójdę sam pospacerować. Może znajdę coś co mógłbym mu pokazać. Wstałem i zasunąłem za sobą krzesło.
-Idę pospacerować. Nie wiem kiedy wrócę , jakby co to mam telefon. - powiedziałem wkładając kurtkę - Cześć
Wyszedłem.
Było ciepło.Zastanawiałem się czy czasami nie wrócić sie i odłożyć kurtki , ale nie wiedziałem ile będe siedzieć na polu więc postanowiłem nie ściągać. Zatrzymałem się przed lasem. Wziąłem głęboki wdech i postawiłem pierwszy krok na jeszcze wilgotnej ziemi. Rozglądnąłem się po drzewach jakie mnie otaczały. Szedłem cały czas przed siebie. Nagle w oddali zauważyłem wielkie głazy. Piekny był to widok. Były duże i mogły służyć za schronienie dla bezdomnych. Ale czy w ogóle w tej okolicy są tacy ludzie ? Chyba nie , a raczej na pewno nie. Zrobiłem jeszcze jeden krok do przodu bliżej skał. Dotknąłem dłonią dużą i sięgającą ponad dwa i pół metra skałę. Rozejrzałem się w okół  i spróbowałem wdrapać się na skałę która leżała poziomo. Za pierwszym razem upadłem na ziemie i trochę zdarłem skórę , ale to nic. Za drugim razem udało się. Usiadłem na niej i popatrzyłem na miasto , które było dość dobrze widać. Było na prawdę duże ..
Nagle poczułem zimno otaczające mnie i po chwili usłyszałem coś dziwnego. Szybko odwróciłem się twarzą do lasu , ale nic nie widziałem , było już zbyt ciemno by coś ujrzeć.
-Hallo ? Kto tam jest ? - spytałem nie pewnie przełykając ślinę.- Dylan ? Czy to ty ?
Z ciemności wyłaniała się jakaś postać. Przyjrzałem się uważne. Ale nic... nadal nie widziałem twarzy tej osoby. Zeskoczyłem z skały i zrobiłem jeden krok w przód.
-Hallo ? Kim jesteś ? - spytałem ponownie , lecz znów nie usłyszałem odpowiedzi.
Zrobiłem następny krok , aż nagle kto skoczył mi na plecy , a ja upadłem na ziemię i uderzyłem głową o skałę. Później ? Nie wiem , co się działo. Nie mam pojęcia.

Obudziłem się w szpitalu , a obok mnie stała Jessica , Cleo , Dylan , Kath , Josh i inni moi przyjaciel .. Co się stało ? Rozglądnąłem się po pokoju i podciągnąłem się bym mógł swobodnie usiąść. Ale Dylan mi na to nie pozwolił.
- Jake , musisz dużo odpoczywać , lekar powiedział , że wypiszą Cię za tydzień...-przerwał i wszystkich zebranych w tym pokoju zbadał wzrokiem.- Przynieśliśmy owoce , no i Cleo przyniosła ci konsole , żebyś się nie nudził.
- Tak , skarbie musisz odpoczywać , bo wiesz chcę byśmy poszli do Wesołęgo Miasteczka. - uśmiechnęła sie do mnie i pocałowała mnie w czoło.
Wszyscy zmrozili ją wzrokiem.
-No co ? -spytała.
-Nie ważne , w każdym razie musisz dużo leżeć - powiedziała wysoka blondynka. - Jake przepraszam , ale ja muszę już iść , bo obiecałam mamie , że zajmę się kolacją. Wiesz nie mam ojca i... - przerwała i podniosła kącik ust - i spotyka się obecnie z szefem jakieś wielkiej firmy i ma bardzo dużo na głowie , ale na pewno Cię odwiedzę. No , to pa do zobaczenia - pocałowała mnie w policzek i wyszła.
-Tak , tak idź , idź - powiedziała Cleo. - Nikt Cię tu nie chce. - powiedziała do siebie - A tak właściwie kto to jest ? - spojrzała na mnie.
-Ona ? - spytał sie Dylan.- Moja koleżanka , Jake poznał ją na imprezie przed wczoraj. No , a wczoraj , przyszła pomagać w ogrodzie.
-Ej , ja też bym mogła pomóc ! A nikt , nie będzie zbliżał sie do mojego kotka prawda Jake ? - spytała sie mnie unosząc jedną ze swoich brwi.
Podniosłem jedną ręke do góry i już miałem zamiar coś powiedzieć , ale Kath mi przerwała.
-Tak , na pewno Cleo. Nikt Ci go nie odbierze. W szczególności , jak będziesz dalej całować Dylana - zaśmiała sie - A Jake na pewno tą dziewczynę lubi - wskazała na drzwi.
-Dobra , przestańmy już o tym gadać okej ? - spytał Josh.
-Jasne - powiedzieli wszyscy chórem.
Oparłem się o poduszkę i wziąłem głęboki wdech tak , że zabolały mnie płuca. Spojrzałem na Dylana i uśmiechnąłem się do niego fałszywie. Spojrzałem na okno , które było za plecami Josha.
- Właściwie....-przerwałem , bym mógł spokojnie kaszlnąć.
-O fuuu ! - krzyknęła Cleo i odskoczyła do tyłu. - Mam jego śline w buzi !
Popatrzyłem na nią bardzo zawiedziony.
-Jake , nie przejmuj się nią.. Myśli , że się czymś zarazi..wiesz ? Ale czym , to ja już nie wiem. - popatrzył na Cleo , kucając przy moim łóżku - Właściwie ?
-Właściwie , co się stało ? - spytałem.
-Ty się nas pytasz ?- spytała troskliwie Kath. - Przecież to Tobie coś się stało niee ? My na prawdę nic nie wiemy.
-Ale ja nic nie pamiętam ! - wykrztusiłem z siebie.
Przyjaciel wymienili się spojrzeniami.
-Jak to nic nie pamiętasz ?- spytał Dylan.
-Nic , po prostu nic !
Mówiłem całkowitą prawdę....