Liscik numer dwa !
- A wiec co myslisz o tym liscie ?- zapytała Jessica.-A co mam myslec , to jest strasze , przeraza mnie , ten tekst...- zasmuciem sie.
-A moze to tylko zart...?
-Mam taka nadzieje. - zasmiałem sie.
Dziwne. Nigdy nie miałem wrogów. A teraz to wszystko mnie przerastało. Najpierw ktoś , uderzył mnie w głowe , a teraz ta karteczka. Może powinienem , iść z tym na policje , albo trochę poczekać jeszcze ? Sam nie wiem. Usiadłem na ławce i spojrzałem w prawo na dziewczyne która patrzyła się na mnie i równocześnie czytała książke. Po jakiejś chwili zamknęła ją i ruszyła przed siebie. Zniknęła za rogiem. Jessica usiadła obok mnie i położyła swoją dłoń na mojej ręce. Spojrzałem na jej dłoń i szybko odsunąłem swoją od niej. Podniosła wzrok z rąk na mnie..
-Coś się stało ? Coś nie tak ? - spytała.
-Mam dziewczyne...
-Wiem , ale przecież co ja takiego robię...mam nadzieje , że uważasz mnie za przyjaciółkę , tak jak ja Ciebie za przyjaciela. A to , że położyłam Cię swoja ręke na Twojej to przecież nic nie znaczy. A Twoja dziewczyna , jest trochę ...
-No jaka ?
-Dziwna...- spuściła głowe.
-Czemu tak myślisz ?-spytałem.
-Bo...-przerwała i spojrzała przed siebie-Bo zachowuje się jakby Tobie się nic nie stało i w ogóle...Ja na Twoim miejscu..
Wtrąciłem się.
-Jassica , ja będe robił , to co będe uważał za słuszne !
-To czemu jej w szpitalu nie pocałowałeś ?-spytała zaciekawiona.
-Bo nie dałem rady się podnieśc , teraz jest już lepiej , zresztą to długa historia.
-Mi możesz opowiedzieć. Ja Cię wysłucham.
-Jessica , to nie jest takie łatwe , jak Tobie się wydaje.
-Przyjdziesz , do mnie jak wyjdziesz z szpitala ? Oglądniemy jakieś filmy , mam popcorn ! Rodziców nie będzie , więc ..
-Jessica...
-Nie , słuchaj mnie ! Tobie jest coś takiego potrzebnego ,a ja Ci pomogę ! - uśmiechnęła się szeroko.-Pokażę Ci mój dom , ogród , mam piłkarzyki co Ty na to ? - spytała się mnie.
-Eh , no dobrze..A gdzie Twoi rodzice będą ? - spytałem.
-Mama jest za granicą , we Francji , a Ojciec jesli moge tak o nim mówić , jedzie do swojej narzeczonej i jej wrednej córki. Eh , nie ważne , a gdzie Twoi rodzice ? Nigdy ich nie widziałam. Byli u Ciebie w szpitalu ?
Skrzywiłem się na samą myśl o rodzicach.
-Oj , jak nie chcesz , to nie musisz opowiadać. Żle , że zapytałam. Przepraszam..
-Nic się nie stało , nie żyją.
-Oh , tak bardzo mi przykro ! -przytuliła mnie mówiąc te słowa.
Przyszła mi wiadomość ! To pewnie Cleo. Albo Dylan. Pomyliłem sie , to nikt z moich znajomych ! Jakiś zablokowany numer.
-Od kogo ?
-Znów , ten X !
-Co napisał !? - spytała.
- " Przytulanki , może jeszcze czekoladki ? Uważaj , bo Cleo , jest do wszystkiego zdolna " - powiedziałem przerażony.
-Chodzi o mnie ? -spytała.
-Pewnie tak, to sie zaczyna robić dziwne ! Kto to mógł wysłać ?
-Ktoś , kto widział nas , przed chwilą ...
Zapadła cisza , spojrzeliśmy na siebie a , potem rozglądnęliśmy się w okół. Nikogo nie było. Tylko my. Wstałem i ruszyłem w stronę drzwi wejściowych do szpitala , a Jessica za mną. Rozglądnąłem się po szpitalu. Pielęgniarki chodziły tam i z powrotem. Raz na jakiś czas lekarz konsultował się z nimi i znów wracał do swojego gabinetu. Weszliśmy po schodach na górę. Zatrzymałem się przed drzwiami do mojego pokoju. Popatrzyłem na Jessice i powiedziałem.
-Chyba powinienem się przespać , dobrze mi to zrobi. Więc , cześć. - otworzyłem drzwi.
-Poczekaj ! - chwyciła mnie za nadgarstek i przyciągnęła do siebie.
I się stało. Pocałowała mnie. Zdziwiony odsunąłem ją delikatnie od siebie.
-Wiem , nie powinnam tego robić , ale musiałam.
Gdy powiedziała te słowa , zniknęła za rogiem , tak jakby nic się nie stało. Wszedłem do środka pokoju i oparłem się o drzwi.