wtorek, 13 maja 2014

Rozdział 11

     Szedłem przez ciemny korytarz trzymając piekną i wysoką dziewczynę z zadziwiająco długimi nogami. Byłem nią zachwycony. Spojrzała na mnie i otworzyła duże i czarne drzwi. Weszliśmy do środka. Rozglądnąłem się wokół. Porządek panował tu niesamowity.
-A więc ? Czemu nawiedzasz mnie w snach ? - spytałem po dłuższej ciszy.
-Potrzebuję Twojej pomocy. - stwierdziła lekko zdenerwowana
-Jak to ? Dlaczego ? Jak mamy się spotkać skoro to tylko sen ?
     Chwyciła mnie za ramiona i spojrzała w oczy.
-To nie jest sen Jake ! - wykrzyknęła - Dotarłeś tu poprzez drzwi.
-Te w ogrodzie , które nie mogłem otworzyć ?
-Tak to te. Nie mogłeś bo... Byłeś z tą blond włosą dziewczyną.
-Jessicą - odparłem.
     Kiwnęła głową. Spojrzałem w bok szukając czego na czym mógłbym się oprzeć aby nie upaść. Słabo mi sie robiło na samą myśl. Gdzie ja wogóle jestem ?
- Czemu ten budynek nazywa się rada zmarłych ?
- Bo wszyscy tu są martwi - wyszeptała
     Opadłem na kolana. Zamknąłem oczy i głową uderzyłem o podłogę.

     *
     Dziewczyna stała nade mna wymachując gazetą przed moimi oczyma. Zamrugałem kilka razy, aż udało mi się ocknąć do końca. Podała mi swoją dłoń. Swoją martwą dłoń. 
-


sobota, 2 marca 2013

Rozdział 10

    http://www.youtube.com/watch?v=qeS5IrfQk9s <--- czytając , słuchaj.



      To było jak zaczarowany , piekny i nie do spełnienia sen. Wszystko tu było nadprzyrodzone. Chciałem iść dalej , głębiej. Ale nie. Coś przykuło moją uwagę. Coś co nie pozwalało przestać o tym myślec i patrzeć. To była ona ! To ta sama osoba która śniła mi sie przez ostatnie dwa tygodnie.Była piękna. Podszedłem do niej bliżej. Lecz gdy ja się zbliżałem to ona oddalała. Co jest ? - spytałem. I nie dostałem odpowiedzi. Poczułem wiatr. To coś ciągnęło mnie do siebie. Czułem ją. Przy sobie. Gdy nagle fala wody , zabrała mnie i wszystko. Zabrało mnie z powrotem. Czułem powiew wiatru.
-Halo ? - spytałem , a raczej krzyknąłem
     Cisza. Zapadła totalna i bezgraniczna cisza. Jedyne co było słychać to tupot moich butów po betonie. Szedłem przed siebie , nie zatrzymując się. Poczułem jej powiew. Odwróciłem się , ale za mną nikogo nie było. Spojrzałem przed siebie. Było kolorowo. Domki , światła , uliczki i ja. Lecz nikogo nie było w pobliżu. Ludzie znikneli , a może to ja ich nie widzę ? Dłonią przejechałem po obręczy. Za rogu wyłonił sie wielki budynek , gdzie na szczycie widniał napis " Rada zmarłych ". Dziwne. Od kiedy istnieje taka rada ? Zastanawiałem sie przez chwilę. Spuściłem głowę i przełknęłam ślinę. Spojrzałem jeszcze raz na budynek i skierowałem się w stronę wejścia. Szedłem licząc powoli stopnie. 200. Drzwi były tak ogromne , że z wielkim trudem je otwarłem. Usłyszałem czyjeś głosy. Były ciche i z tłumowane. Rozglądnąłem się wokół. Znów ją zobaczyłem. Zacząłem biec co sił w nogach. Tym razem się nie ruszała. Stała w tym samym miejscu co wcześniej.
- Kim jesteś ? - spytałem.




     Zaczęła biec. Uciekać. Zniknęła. Wbiegłem do jakiegoś pomieszczenia. Wszyscy spojrzeli na mnie. Stanąłem. Było pełno ludzi. Zamknąłem oczy z wrażenia i upadłem na kolana. Kilka osób podbiegło do mnie. Spojrzałem na nich.
-Gdzie ja jestem ? - spytałem.
     Nikt nie odpowiedział. Krzyknąłem " Gdzie ja jestem ? ". Spojrzeli na mnie. Podszedł do mnie wysoki i otyły mężczyzna , który pomógł mi wstać i spojrzał mi głęboko w oczy.
-Młody chłopcze. - zaczął - Jak tu się dostałeś ?
     Rozglądnąłem się. Oczekiwałem na jakąś odpowiedź.
-Nie wiem. - odparłem.
     Mężczyzna chwycił mnie za podbródek i spojrzał w oczy. Piękna dziewczyna wyłoniła się za jego pleców mówiąc :
-Ojcze zostaw go ..
     Podeszła do mnie bliżej i spojrzał mi w oczy.


-Chodź - pociągnęła mnie za ramię i wyszła z pomieszczenia.
-To Ty ! - wyszeptałem.- Czego ode mnie potrzebujesz ? - spytałem.
-Jake Walington ?
-Tak , to ja - rozglądnąłem się wokół - Skąd wiesz jak mam na imie ?
-To zaszczyt z Tobą rozmawiać. - ukłoniła się nisko
-Ze mną ? Przecież jestem nikim ważnym.
-Bardzo jesteś skromny.
-Czemu nawiedzałaś mnie we snach ?- spytałem.
-Chodźmy do mojego pokoju. Tam wszystkiego się dowiesz.
     Skierowaliśmy się w stronę komnat.

piątek, 1 marca 2013

Rozdział 9

Siedziałem w pokoju szpitalnym na łóżku rozmyślając ten pocałunek przed drzwiami z Jessicą. Wiem Cleo mnie też zdradziła , ale ja nie chcę jej zdradzić , tylko dla tego , że jestem na nią wściekły. Schyliłem się po książkę która leżała na podłodze. Gdy podniosłem ją , wypadła z niej jakaś kartka. Wstałem z łóżka , wziąłem ten liścik i gdy się odwróciłem w stronę łóżka , czarna postać , popchnęła w moją stronę łóżko , tak ,  że przewróciło się na bok , a ja odskoczyłem w tył. Podbiegłem do nieznajomego i chciałem ściągnąć tej postaci kaptur , ale popchał mnie na drzwi i uderzyłem głową o kant.
     Gdy otworzyłem oczy , ujrzałem nad sobą tą dziewczynę , która stała z książką w ręku w parku koło szpitala. Wystraszony , podciągnąłem się do góry i usiadłem. Spojrzała na mnie , spod swoich czarnych długich rzęs i uśmiechnęła się szeroko. Zwróciłem uwagę na jej białe i szpiczaste zęby. Muszę przyznać , że jest piękna. Jej czarne włosy opadały bezwładnie na ramiona i przykrywały plecy. Usta miała koloru dojrzałej truskawki , a oczy świeciły jak gwiazdy nocą.
-Eeee , cześć ... co się stało ? - spytałem , chwytając się za głowę.
-Uderzyłeś się w głowę ... i to dość porządnie... - spuściła wzrok.
-Aha , znamy się ? Bo nie przypominam sobie...
-Tak , masz rację nie znamy się.
-A więc co tu robisz ? - spytałem.
-Eh , no więc , tak to ja Cie uratowałam , od krwotoku mózgu , bo to ja usłyszałam , jak coś się dzieje u Ciebie w pokoju...
-A więc to tak. - zaśmiałem się.
-Dokładnie. - spojrzała mi w oczy i powiedziała przekonująco - Zapomnij o tym co się teraz zdarzyło - chwyciła mnie za szyję - Rozumiesz ?
-Tak - powiedziałem.
     Zniknęła.
     Mrugnąłem i rozglądnąłem się , ale nikogo nie było. Wziąłem książkę do ręki i otworzyłem na stronie 120 , a tam leżała karteczka. Przeczytałem. Pisało tam " Uciekaj ! ". Wstałem z łóżka , ubrałem się i wyszedłem z pokoju. Pobiegłem szybko po schodach w dół. Lekarze i pielęgniarki zaczeli mnie gonić , a ja przy okazji , rękoma popychałem różne wózki z żywnością , by ich spowolnić. Wybiegłem z szpitala i zacząłem biec w stronę przystanku autobusowego.Usiadłem na ławce i czekałem jakieś 5 min na busa , który miał mnie zawieść do mojego miasteczka , prawie pod dom. Dojeżdżając , wyciągnąłem z kieszeni telefon i zadzwoniłem do Dylana.
-Hej , jesteś w domu ? - spytałem.
-Tak , siedzę i czytam komiks. A Ty ? Gdzie Ty jesteś ? Czy mi się zdaje , czy ty jesteś w drodze ?
-Tak , jadę do domu.
-Co , słyszałem , że masz coś z głową ... czemu wracasz dziś ? - spytał zdenerwowany.
-Bo muszę sie stąd wynieść ... muszę uciekać.. ktoś mi grozi - powiedziałem ciszej.
-Co ? Kto Ci grozi ?
-Pogadamy w domu... - przerwałem i się rozłączyłem.
     Wyszedłem z busa i skierowałem sie w stronę domu. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Rozglądnąłem się i zauważyłem , że w kuchni siedzi Cleo i Dylan. Zdziwiony zmierzyłem wzrokiem Cleo , a później przeniosłem wzrok na Dylana.
-Co tu się kurva dzieje ? - spytałam zdenerwowany
-Czekaj.. - zawołała Cleo.
-Co ? - spytałem - Wiesz co ? Masz jeszcze czelność tu przychodzić ?
-Jake kochanie .. poczekaj .. - wyszeptała
- Nie Cleo ! Przez to wszystko ... wariuje ... Całowałem sie z Jessicą ... - spuściłem głowę w dół wiedząc , że źle zrobiłem.
-Dobrze .. sss - uciszyła mnie
     Położyła swoje dłonie na moich policzkach i spojrzał mi w oczy.Stanęła na palcach.
     Była ode mnie niższa o 10 cm i za każdym razem jak chciała mnie pocałować musiała trochę włożyć w to wysiłku. Choć często to ja podnosiłem ją.Spuściłem głowę , a ona ją przytuliła do piersi. Pachniała wanilią  Była tak pociągająca , jak i niebezpieczna i ja wiedziałem o tym bardzo dobrze. Odwróciłem wzrok i delikatnie się od niej odsunąłem  Nie dałem rady jej przytulać , ani pocałować. Spojrzałem na Dylana i uśmiechnąłem się do niego lodowato.
-Cichutko Cleo .. Już nie będe cię męczył .. Idź do niego. Żegnaj ... - powiedziałem i wybiegłem z domu do ogrodu.
     Zaczęła za mną biec. Ale mnie już tam nie było. Wpadłem. Zaginąłem. To inny świat.

piątek, 17 sierpnia 2012

Rozdział 8

Liscik numer dwa !
- A wiec co myslisz o tym liscie ?- zapytała Jessica.
-A co mam myslec , to jest strasze , przeraza mnie , ten tekst...- zasmuciem sie.
-A moze to tylko zart...?
-Mam taka nadzieje. - zasmiałem sie.
Dziwne. Nigdy nie miałem wrogów. A teraz to wszystko mnie przerastało. Najpierw ktoś , uderzył mnie w głowe , a teraz ta karteczka. Może powinienem , iść z tym na policje , albo trochę poczekać jeszcze ? Sam nie wiem. Usiadłem na ławce i spojrzałem w prawo na dziewczyne która patrzyła się na mnie i równocześnie czytała książke. Po jakiejś chwili zamknęła ją i ruszyła przed siebie. Zniknęła za rogiem. Jessica usiadła obok mnie i położyła swoją dłoń na mojej ręce. Spojrzałem na jej dłoń i szybko odsunąłem swoją od niej. Podniosła wzrok z rąk na mnie..
-Coś się stało ? Coś nie tak ? - spytała.
-Mam dziewczyne...
-Wiem , ale przecież co ja takiego robię...mam nadzieje , że uważasz mnie za przyjaciółkę , tak jak ja Ciebie  za przyjaciela. A to , że położyłam Cię swoja ręke na Twojej to przecież nic nie znaczy. A Twoja dziewczyna , jest trochę ...
-No jaka ?
-Dziwna...- spuściła głowe.
-Czemu tak myślisz ?-spytałem.
-Bo...-przerwała i spojrzała przed siebie-Bo zachowuje się jakby Tobie się nic nie stało i w ogóle...Ja na Twoim miejscu..
Wtrąciłem się.
-Jassica , ja będe robił , to co będe uważał za słuszne !
-To czemu jej w szpitalu nie pocałowałeś ?-spytała zaciekawiona.
-Bo nie dałem rady się podnieśc , teraz jest już lepiej , zresztą to długa historia.
-Mi możesz opowiedzieć. Ja Cię wysłucham.
-Jessica , to nie jest takie łatwe , jak Tobie się wydaje.
-Przyjdziesz , do mnie jak wyjdziesz z szpitala ? Oglądniemy jakieś filmy , mam popcorn ! Rodziców nie będzie , więc ..
-Jessica...
-Nie , słuchaj mnie ! Tobie jest coś takiego potrzebnego ,a ja Ci pomogę ! - uśmiechnęła się szeroko.-Pokażę Ci mój dom , ogród , mam piłkarzyki co Ty na to ? - spytała się mnie.
-Eh , no dobrze..A gdzie Twoi rodzice będą ? - spytałem.
-Mama jest za granicą , we Francji , a Ojciec jesli moge tak o nim mówić , jedzie do swojej narzeczonej i jej wrednej córki. Eh  , nie ważne , a gdzie Twoi rodzice ? Nigdy ich nie widziałam. Byli u Ciebie w szpitalu ?
Skrzywiłem się na samą myśl o rodzicach.
-Oj , jak nie chcesz , to nie musisz opowiadać. Żle , że zapytałam. Przepraszam..
-Nic się nie stało , nie żyją.
-Oh , tak bardzo mi przykro ! -przytuliła mnie mówiąc te słowa.
Przyszła mi wiadomość ! To pewnie Cleo. Albo Dylan. Pomyliłem sie , to nikt z moich znajomych ! Jakiś zablokowany numer.
-Od kogo ?
-Znów , ten X !
-Co napisał !? - spytała.
- " Przytulanki , może jeszcze czekoladki ? Uważaj , bo Cleo , jest do wszystkiego zdolna " - powiedziałem przerażony.
-Chodzi o mnie ? -spytała.
-Pewnie tak, to sie zaczyna robić dziwne ! Kto to mógł wysłać ?
-Ktoś , kto widział nas , przed chwilą ...
Zapadła cisza , spojrzeliśmy na siebie a , potem rozglądnęliśmy się w okół. Nikogo nie było. Tylko my. Wstałem i ruszyłem w stronę drzwi wejściowych do szpitala , a Jessica za mną. Rozglądnąłem się po szpitalu. Pielęgniarki chodziły tam i z powrotem. Raz na jakiś czas lekarz konsultował się z nimi i znów wracał do swojego gabinetu. Weszliśmy po schodach na górę. Zatrzymałem się przed drzwiami do mojego pokoju. Popatrzyłem na Jessice i powiedziałem.
-Chyba powinienem się przespać , dobrze mi to zrobi. Więc , cześć. - otworzyłem drzwi.
-Poczekaj ! - chwyciła mnie za nadgarstek i przyciągnęła do siebie.
I się stało. Pocałowała mnie. Zdziwiony odsunąłem ją delikatnie od siebie.
-Wiem , nie powinnam tego robić , ale musiałam.
Gdy powiedziała te słowa , zniknęła za rogiem , tak jakby nic się nie stało. Wszedłem do środka pokoju i oparłem się o drzwi.

środa, 1 sierpnia 2012

Rozdział 7

Liścik.
Wziąłem do ręki jabłko i ugryzłem. "Całkiem dobre " - pomyślałem. Byłem sam w pokoju i trochę brakowało mi moich przyjaciół. Nagle ktoś zapukał do drzwi , otworzyły się tylko troszkę i jakaś ręka położyła na podłodze w moim pokoju jakiś liścik. Natychmiast zamknęła drzwi , wstałem z łóżka i podnosiłem kartkę na której widniał tekst " Chcesz więcej przebywać w szpitalu ? - X ". Upuściłem kartkę i podskoczyłem ze strachu. Kto to mógł napisać ? I kto to jest X ? Usiadłem z powrotem na łóżku i rozejrzałem się po pokoju. Ktoś znów zapukał do drzwi , serce podskoczyło mi ,a ja przykryłem się kołdrą. Do pokoju ktoś wszedł. Chwycił moją kołdrę i spojrzał na mnie zdziwiony. To była Jessica ! Zaśmiałem się.
-Co robiłeś pod kołdrą ? Jeszcze przykryty cały ? Nie za ciepło Ci ? - spytała i pocałowała mnie w czoło. - Przyniosłam Ci loda , chcesz ? - podała mi.
-Dziękuje. Może dziwne będzie Ci sie to wydawać , ale ktoś mi tą karteczkę podrzucił - pokazałem leżący list na szafce. - Przeczytaj...
-Chcesz...-przerwała i zrobiła duże oczy- Kto Ci to dał ?
-Nie wiem , widziałem tylko rękę , ubraną jeszcze w rękawiczkę.
Usiadła obok mnie i przytuliła mnie do siebie bardzo mocno. Popatrzyłem jej w oczy i powiedziałem nie pewnie.
-Może , jak wyjdę z tego więzienia , to pójdziemy gdzieś ? Na szekja ?
-Nie jest tak źle - zastanowiła się i po chwili dodała - Jasne , nie ma sprawy , ale masz dziewczyne..
-Wiem , o tym , ale ona całowała się z moim przyjacielem , to przecież ja mogę się umówić z moją przyjaciółką prawda ? - spytałem.
-No tak masz rację... ale nie chcę by później była kłótnia o to ...
-Nie będzie...
Uśmiechnąłem się do niej promiennie , ona odwzajemniła mój uśmiech. Położyła dłonie na moich policzkach i   popatrzyła mi w oczy.
-Wiesz co ? -spytałem się , by odciągnąć od tej nie zręcznej sytułacji.-Może , przejdziemy się ? Koło szpitala jest taki mały park. -zaproponowałem.
-Oczywiście...- spuściła ręce na dół i stanęła na równe nogi.
Postawiłem prawą nogę z powrotem na ziemię. Jessic , otwarła drzwi i czekała na mnie. Zatrzymałem się przed nimi i rozejrzałem się po pokoju.
Wyszliśmy.


Wiem , bardzo krótki ! <3

Rozdział 6

Tajemnicze spotkanie.

Usiadłem na krześle obok stołu. Źle się czułem , że zostawiłem samą Jessice w ogrodzie. W końcu zrobiła wszystko za mnie. Teraz ten ogródek wyglądał na prawdę wspaniale. Musze jej podziękować. Widać ile pracy w to włożyła. Szkoda , że nie mam jej numeru telefonu , zadzwonil bym do niej i może umówił się , by jej to wynagrodzić. Wziąłem do ręki kieliszek z whisky i zrobiłem dużego łyka , tak , że praktycznie zostało tylko na samym dnie. Dylan odsunął krzesło i usiadł obok , klepiąc mnie po plecach.
-Co ? - spytałem może zbyt ostro , ale byłem przybity , więc próbowałem to jakoś odkręcić - przepraszam , po prostu nie jestem w... - przerwałem - nie jestem w nastroju - dokończyłem.
-Dzieje się coś z Tobą dziwnego Jake. Widzę to. Zachowujesz się innaczej , niż kiedy zamieszkaliśmy ten dom. - spuścił ręke z moich pleców i uśmiechnął się nie pewnie.- Powiedz co sie dzieje ?
Mówił bardzo zatroskany. Przypominał mi mojego ojca , gdy wracałem ze szkoły przygnębiony faktem , że przegraliśmy mecz football. A zawsze dobrze nam szło. Ale nie mogłem , mu powiedzieć o dziwnych krzykach w lesie. Spuściłem głowę i chciałem dać mu do zrozumienia , że nie chcę o tym gadac , ale on bardziej poszerzał ten temat. Szybko podnosiłem głowę i poparzyłem na niego spod zmrożonych powiek.
- Bo ja...- przerwałem , miałem mu nic nie mówić- bo ja..eee..- zastanawiałem się przez chwile i dodałem by odciągnąć od tematu. - Która to już godzina ? - spytałem.- Chyba pójdę się umyć , i ten , no eee...wyspać się - wymyśliłem na poczekaniu.
-Jest dopiero czwarta dwadzieścia dziewięć. Daj spokój wie , że coś Cię dręczy , powiedz mi. Chyba mi ufasz prawda ?- spojrzał mi w oczy.
No miał racje. Był moim najlepszym przyjacielem i ufałem mu , ale nie mogłem mu o tym powiedzieć co sie zdarzyło w lesie. Wolałem , żeby sam do tego doszedł. Może wyciągnę go na spacer i znów ktoś zacznie krzyczeć. Na razie pójdę sam pospacerować. Może znajdę coś co mógłbym mu pokazać. Wstałem i zasunąłem za sobą krzesło.
-Idę pospacerować. Nie wiem kiedy wrócę , jakby co to mam telefon. - powiedziałem wkładając kurtkę - Cześć
Wyszedłem.
Było ciepło.Zastanawiałem się czy czasami nie wrócić sie i odłożyć kurtki , ale nie wiedziałem ile będe siedzieć na polu więc postanowiłem nie ściągać. Zatrzymałem się przed lasem. Wziąłem głęboki wdech i postawiłem pierwszy krok na jeszcze wilgotnej ziemi. Rozglądnąłem się po drzewach jakie mnie otaczały. Szedłem cały czas przed siebie. Nagle w oddali zauważyłem wielkie głazy. Piekny był to widok. Były duże i mogły służyć za schronienie dla bezdomnych. Ale czy w ogóle w tej okolicy są tacy ludzie ? Chyba nie , a raczej na pewno nie. Zrobiłem jeszcze jeden krok do przodu bliżej skał. Dotknąłem dłonią dużą i sięgającą ponad dwa i pół metra skałę. Rozejrzałem się w okół  i spróbowałem wdrapać się na skałę która leżała poziomo. Za pierwszym razem upadłem na ziemie i trochę zdarłem skórę , ale to nic. Za drugim razem udało się. Usiadłem na niej i popatrzyłem na miasto , które było dość dobrze widać. Było na prawdę duże ..
Nagle poczułem zimno otaczające mnie i po chwili usłyszałem coś dziwnego. Szybko odwróciłem się twarzą do lasu , ale nic nie widziałem , było już zbyt ciemno by coś ujrzeć.
-Hallo ? Kto tam jest ? - spytałem nie pewnie przełykając ślinę.- Dylan ? Czy to ty ?
Z ciemności wyłaniała się jakaś postać. Przyjrzałem się uważne. Ale nic... nadal nie widziałem twarzy tej osoby. Zeskoczyłem z skały i zrobiłem jeden krok w przód.
-Hallo ? Kim jesteś ? - spytałem ponownie , lecz znów nie usłyszałem odpowiedzi.
Zrobiłem następny krok , aż nagle kto skoczył mi na plecy , a ja upadłem na ziemię i uderzyłem głową o skałę. Później ? Nie wiem , co się działo. Nie mam pojęcia.

Obudziłem się w szpitalu , a obok mnie stała Jessica , Cleo , Dylan , Kath , Josh i inni moi przyjaciel .. Co się stało ? Rozglądnąłem się po pokoju i podciągnąłem się bym mógł swobodnie usiąść. Ale Dylan mi na to nie pozwolił.
- Jake , musisz dużo odpoczywać , lekar powiedział , że wypiszą Cię za tydzień...-przerwał i wszystkich zebranych w tym pokoju zbadał wzrokiem.- Przynieśliśmy owoce , no i Cleo przyniosła ci konsole , żebyś się nie nudził.
- Tak , skarbie musisz odpoczywać , bo wiesz chcę byśmy poszli do Wesołęgo Miasteczka. - uśmiechnęła sie do mnie i pocałowała mnie w czoło.
Wszyscy zmrozili ją wzrokiem.
-No co ? -spytała.
-Nie ważne , w każdym razie musisz dużo leżeć - powiedziała wysoka blondynka. - Jake przepraszam , ale ja muszę już iść , bo obiecałam mamie , że zajmę się kolacją. Wiesz nie mam ojca i... - przerwała i podniosła kącik ust - i spotyka się obecnie z szefem jakieś wielkiej firmy i ma bardzo dużo na głowie , ale na pewno Cię odwiedzę. No , to pa do zobaczenia - pocałowała mnie w policzek i wyszła.
-Tak , tak idź , idź - powiedziała Cleo. - Nikt Cię tu nie chce. - powiedziała do siebie - A tak właściwie kto to jest ? - spojrzała na mnie.
-Ona ? - spytał sie Dylan.- Moja koleżanka , Jake poznał ją na imprezie przed wczoraj. No , a wczoraj , przyszła pomagać w ogrodzie.
-Ej , ja też bym mogła pomóc ! A nikt , nie będzie zbliżał sie do mojego kotka prawda Jake ? - spytała sie mnie unosząc jedną ze swoich brwi.
Podniosłem jedną ręke do góry i już miałem zamiar coś powiedzieć , ale Kath mi przerwała.
-Tak , na pewno Cleo. Nikt Ci go nie odbierze. W szczególności , jak będziesz dalej całować Dylana - zaśmiała sie - A Jake na pewno tą dziewczynę lubi - wskazała na drzwi.
-Dobra , przestańmy już o tym gadać okej ? - spytał Josh.
-Jasne - powiedzieli wszyscy chórem.
Oparłem się o poduszkę i wziąłem głęboki wdech tak , że zabolały mnie płuca. Spojrzałem na Dylana i uśmiechnąłem się do niego fałszywie. Spojrzałem na okno , które było za plecami Josha.
- Właściwie....-przerwałem , bym mógł spokojnie kaszlnąć.
-O fuuu ! - krzyknęła Cleo i odskoczyła do tyłu. - Mam jego śline w buzi !
Popatrzyłem na nią bardzo zawiedziony.
-Jake , nie przejmuj się nią.. Myśli , że się czymś zarazi..wiesz ? Ale czym , to ja już nie wiem. - popatrzył na Cleo , kucając przy moim łóżku - Właściwie ?
-Właściwie , co się stało ? - spytałem.
-Ty się nas pytasz ?- spytała troskliwie Kath. - Przecież to Tobie coś się stało niee ? My na prawdę nic nie wiemy.
-Ale ja nic nie pamiętam ! - wykrztusiłem z siebie.
Przyjaciel wymienili się spojrzeniami.
-Jak to nic nie pamiętasz ?- spytał Dylan.
-Nic , po prostu nic !
Mówiłem całkowitą prawdę....

poniedziałek, 16 lipca 2012

Rozdział 5

Las.

Usiadłem na murku i popatrzyłem na Jessice. Ona chodziła tam i z powrotem po ogrodzie myśląc gdzie by posadzić drzewka. Wstałem , podszedłem do niej i położyłem swoją dłoń na jej ramieniu.
- Wiesz , wcale nie musimy sadzić tych drzewek , zrobimy dziś z basenem i oczyścimy tą fontannę i będzie dobrze - uśmiechnąłem się do niej promienie - A i dziękuje Ci , że mi pomagasz.
- Na prawdę nie masz za co dziękować, to jest drobiazg , ja cały czas komuś pomagam.. To jest dla mnie normalka.
- Tak ? - spytałem dając reke na tylną część szyji i delikatnie nią przesuwając - No , to ja idę po jakieś gadżety do czyszczenia... może to troszkę potrwać , bo nie wiem  gdzie je dałem , a ty w między czasie , usiądź sobie i napij się soku , który przyniosłem. dobrze ? - podałem jej szklankę i sok z wodą.
Szybko wbiegłem do środka mieszkania i zacząłem szukać po łazience różne szczotki , płyny i proszki. Znalazłem tylko jedną już prawie rozpadającą się szczotkę i jeden kończący się płyn do mycia podłóg.Ubrałem buty do wyjścia i wziąłem kluczki od samochodu. Wyszedłem z domu i otwierając drzwi do auta , spojrzałem na prawo , skąd wydobywał się straszny odgłos. To były krzyki. Kobiety. Zamknąłem drzwi i ruszyłem w lewą stronę , tam skąd dobiegały te krzyki. Chwyciłem w dłoń łopatę i zacząłem biec w stronę lasu. Nasz mały dworek , był otoczony gęstym lasem. Stanąłem przed laskiem i rozglądnąłem się w okół czy ktoś z niego nie wychodzi.
Ale , nikogo nie widziałem , wszedłem głębiej , też nic nie widziałem. Może tylko się mi zdawało. Jednak , po nie całej sekundzie , znów usłyszałem ten przeraźliwy krzyk , było go słychać coraz wyraźniej. I muszę , przyznać , że strasznie się bałem. Chociaż , inni uważali , że jestem najodważniejszym facetem w szkole , do której uczęszczałem jeszcze rok temu. No , musiałem , w końcu , wszyscy uważali , że jestem najbardziej lubiany i najbardziej popularną osobą. Lubiłem być nią , ale czasem było to wkurzające stanowisko. Czemu ? Wszyscy przychodzili do mnie i prosili , bym przyszedł na imprezę w szkole , z drugiej strony było to miłe , ale wkurzające , bo zapraszali mnie ze względu , na to , jak jest na niej najbardziej lubiana osoba w szkole , to impreza jest lepsza , bo jest więcej ludzi. Chociaż , nie zawsze tak było. Dużo było też imprez , na które zapraszali mnie tak po prostu. Bardzo lubiłem na nie chodzić. Chyba na nich lepiej się bawiłem , niż na tych gdzie byłem zapraszany też ze względu na moją reputację.
Rozejrzałem się po lesie , jeszcze raz , ale nic nie widziałem. Usiadłem na ziemi pod dużym drzewem. Chyba był to dąb. Usiłowałem wsłuchać się. Nie chciałem tej sprawy zostawić tak po prostu i pójść sobie , robić z ogrodem. Żal było by mi osoby która tak krzyczała. A jak się jej coś stało ? W tej właśnie chwili znów usłyszałem ten krzyk. Wstałem tak szybko jak nigdy dotąd. Powoli skierowałem się w stronę skąd wydobywał sie ten krzyk. Połamałem przy okazji kilka gałązek leżących na wilgotnej ziemi. Ale one teraz nie były tak bardzo ważne. Wiecie , zawsze szanowałem zieleń , ale chyba matka natura nie będzie się tak bardzo złościć że złamałem pięć czy siedem gałązek. Przecież dzieci codziennie depczą , skaczą i łamią. Wiem , też taki byłem. Mały i nie do wytrzymania. Zawsze się z tego śmieje , ale dziś nie mam na to nastroju.   Z jakiegoś powodu zacząłem biec , a nic na razie nie słyszałem. Zatrzymałem się i jeszcze raz dobrze rozglądnąłem się czy gdzieś kogoś nie ma. Przez cały ten czas wydawało mi się , że ktoś mnie śledzi , więc szybko odwróciłem się , ale tam też nikogo nie było , tylko drzewa. Czy to możliwe , że aż tak daleko odbiegłem od domu ? Spojrzałem na zegarek. Była już czwarta piętnaście. Już tak późno. Gdy wracałem do domu , przypomniałem sobie , że w ogrodzie czeka na mnie Jessica. Powiedziałem jej przecież, że zaraz wrócę. Zawiodłem kolejną osobę. Wybiegłem z lasu i jeszcze raz rozglądnąłem się wokół. Dziwne. Cisza. Już nikogo nie było słychać , tylko jakieś śmiech dochodzące z mojego ogrodu.
-Dylan ? Jessica ? - wbiegłem do ogrodu , który o dziwo wyglądał lepiej niż , gdy wychodziłem z domu. - Jessica ty to zrobiłaś ?
-Tak , z małą pomocą - wstała i spojrzał na siedzącego na schodach Dylana - To może ja już pójdę. - uśmiechnęła sie lekko w moją stronę i pomachała mojemu przyjacielowi. - Do zobaczenia Dylan.
Wyszła.
- Co to było ? Czemu ty i... - przerwałem patrząc na roześmianego Dylana -No co ? - spytałem , bradzo dziwnie się zachowywal , zresztą jak i Jessica.
-Może ja zadam pierwszy pytanie.?
-Hmm ?
-Gdzie ty byłeś przez prawie cale cztery godziny ?- spytał
-Nigdzie.- powiedziałem obojętnie.
-To czemu zostawiłeś Jessice samą w ogrodzie ?
-Czekaj teraz moja kolej.- oburzyłem się - Czemu ty się śmiejesz ?
-Bo przypomniałem sobie coś śmiesznego , zresztą ta twoja mina... - przerwał w połowie i wybuchnął śmiechem
- Co w tym takiego śmiesznego hmm ? - spytałem unosząc do góry swoją brew.
-No bo.. ta mina..ahahaha..
Nadal nie wiedziałem z czego tu się śmiać , skoro każdy robi takie dziwne miny jak ja. Ale Dylan zawsze był śmieszkiem. Ale co sobie takiego śmiesznego przypomniał. Rozmawiając z Jessicą ? Złożyłem ręce na brzuchu.
-Nie ważne - powiedział tak jakby czytal mi w myślach i wiedział co mnie drażni.- Chodź do środka , robi się zimno..
Weszliśmy.


I jak ten , rozdział chyba mi się udał ?