piątek, 17 sierpnia 2012

Rozdział 8

Liscik numer dwa !
- A wiec co myslisz o tym liscie ?- zapytała Jessica.
-A co mam myslec , to jest strasze , przeraza mnie , ten tekst...- zasmuciem sie.
-A moze to tylko zart...?
-Mam taka nadzieje. - zasmiałem sie.
Dziwne. Nigdy nie miałem wrogów. A teraz to wszystko mnie przerastało. Najpierw ktoś , uderzył mnie w głowe , a teraz ta karteczka. Może powinienem , iść z tym na policje , albo trochę poczekać jeszcze ? Sam nie wiem. Usiadłem na ławce i spojrzałem w prawo na dziewczyne która patrzyła się na mnie i równocześnie czytała książke. Po jakiejś chwili zamknęła ją i ruszyła przed siebie. Zniknęła za rogiem. Jessica usiadła obok mnie i położyła swoją dłoń na mojej ręce. Spojrzałem na jej dłoń i szybko odsunąłem swoją od niej. Podniosła wzrok z rąk na mnie..
-Coś się stało ? Coś nie tak ? - spytała.
-Mam dziewczyne...
-Wiem , ale przecież co ja takiego robię...mam nadzieje , że uważasz mnie za przyjaciółkę , tak jak ja Ciebie  za przyjaciela. A to , że położyłam Cię swoja ręke na Twojej to przecież nic nie znaczy. A Twoja dziewczyna , jest trochę ...
-No jaka ?
-Dziwna...- spuściła głowe.
-Czemu tak myślisz ?-spytałem.
-Bo...-przerwała i spojrzała przed siebie-Bo zachowuje się jakby Tobie się nic nie stało i w ogóle...Ja na Twoim miejscu..
Wtrąciłem się.
-Jassica , ja będe robił , to co będe uważał za słuszne !
-To czemu jej w szpitalu nie pocałowałeś ?-spytała zaciekawiona.
-Bo nie dałem rady się podnieśc , teraz jest już lepiej , zresztą to długa historia.
-Mi możesz opowiedzieć. Ja Cię wysłucham.
-Jessica , to nie jest takie łatwe , jak Tobie się wydaje.
-Przyjdziesz , do mnie jak wyjdziesz z szpitala ? Oglądniemy jakieś filmy , mam popcorn ! Rodziców nie będzie , więc ..
-Jessica...
-Nie , słuchaj mnie ! Tobie jest coś takiego potrzebnego ,a ja Ci pomogę ! - uśmiechnęła się szeroko.-Pokażę Ci mój dom , ogród , mam piłkarzyki co Ty na to ? - spytała się mnie.
-Eh , no dobrze..A gdzie Twoi rodzice będą ? - spytałem.
-Mama jest za granicą , we Francji , a Ojciec jesli moge tak o nim mówić , jedzie do swojej narzeczonej i jej wrednej córki. Eh  , nie ważne , a gdzie Twoi rodzice ? Nigdy ich nie widziałam. Byli u Ciebie w szpitalu ?
Skrzywiłem się na samą myśl o rodzicach.
-Oj , jak nie chcesz , to nie musisz opowiadać. Żle , że zapytałam. Przepraszam..
-Nic się nie stało , nie żyją.
-Oh , tak bardzo mi przykro ! -przytuliła mnie mówiąc te słowa.
Przyszła mi wiadomość ! To pewnie Cleo. Albo Dylan. Pomyliłem sie , to nikt z moich znajomych ! Jakiś zablokowany numer.
-Od kogo ?
-Znów , ten X !
-Co napisał !? - spytała.
- " Przytulanki , może jeszcze czekoladki ? Uważaj , bo Cleo , jest do wszystkiego zdolna " - powiedziałem przerażony.
-Chodzi o mnie ? -spytała.
-Pewnie tak, to sie zaczyna robić dziwne ! Kto to mógł wysłać ?
-Ktoś , kto widział nas , przed chwilą ...
Zapadła cisza , spojrzeliśmy na siebie a , potem rozglądnęliśmy się w okół. Nikogo nie było. Tylko my. Wstałem i ruszyłem w stronę drzwi wejściowych do szpitala , a Jessica za mną. Rozglądnąłem się po szpitalu. Pielęgniarki chodziły tam i z powrotem. Raz na jakiś czas lekarz konsultował się z nimi i znów wracał do swojego gabinetu. Weszliśmy po schodach na górę. Zatrzymałem się przed drzwiami do mojego pokoju. Popatrzyłem na Jessice i powiedziałem.
-Chyba powinienem się przespać , dobrze mi to zrobi. Więc , cześć. - otworzyłem drzwi.
-Poczekaj ! - chwyciła mnie za nadgarstek i przyciągnęła do siebie.
I się stało. Pocałowała mnie. Zdziwiony odsunąłem ją delikatnie od siebie.
-Wiem , nie powinnam tego robić , ale musiałam.
Gdy powiedziała te słowa , zniknęła za rogiem , tak jakby nic się nie stało. Wszedłem do środka pokoju i oparłem się o drzwi.

środa, 1 sierpnia 2012

Rozdział 7

Liścik.
Wziąłem do ręki jabłko i ugryzłem. "Całkiem dobre " - pomyślałem. Byłem sam w pokoju i trochę brakowało mi moich przyjaciół. Nagle ktoś zapukał do drzwi , otworzyły się tylko troszkę i jakaś ręka położyła na podłodze w moim pokoju jakiś liścik. Natychmiast zamknęła drzwi , wstałem z łóżka i podnosiłem kartkę na której widniał tekst " Chcesz więcej przebywać w szpitalu ? - X ". Upuściłem kartkę i podskoczyłem ze strachu. Kto to mógł napisać ? I kto to jest X ? Usiadłem z powrotem na łóżku i rozejrzałem się po pokoju. Ktoś znów zapukał do drzwi , serce podskoczyło mi ,a ja przykryłem się kołdrą. Do pokoju ktoś wszedł. Chwycił moją kołdrę i spojrzał na mnie zdziwiony. To była Jessica ! Zaśmiałem się.
-Co robiłeś pod kołdrą ? Jeszcze przykryty cały ? Nie za ciepło Ci ? - spytała i pocałowała mnie w czoło. - Przyniosłam Ci loda , chcesz ? - podała mi.
-Dziękuje. Może dziwne będzie Ci sie to wydawać , ale ktoś mi tą karteczkę podrzucił - pokazałem leżący list na szafce. - Przeczytaj...
-Chcesz...-przerwała i zrobiła duże oczy- Kto Ci to dał ?
-Nie wiem , widziałem tylko rękę , ubraną jeszcze w rękawiczkę.
Usiadła obok mnie i przytuliła mnie do siebie bardzo mocno. Popatrzyłem jej w oczy i powiedziałem nie pewnie.
-Może , jak wyjdę z tego więzienia , to pójdziemy gdzieś ? Na szekja ?
-Nie jest tak źle - zastanowiła się i po chwili dodała - Jasne , nie ma sprawy , ale masz dziewczyne..
-Wiem , o tym , ale ona całowała się z moim przyjacielem , to przecież ja mogę się umówić z moją przyjaciółką prawda ? - spytałem.
-No tak masz rację... ale nie chcę by później była kłótnia o to ...
-Nie będzie...
Uśmiechnąłem się do niej promiennie , ona odwzajemniła mój uśmiech. Położyła dłonie na moich policzkach i   popatrzyła mi w oczy.
-Wiesz co ? -spytałem się , by odciągnąć od tej nie zręcznej sytułacji.-Może , przejdziemy się ? Koło szpitala jest taki mały park. -zaproponowałem.
-Oczywiście...- spuściła ręce na dół i stanęła na równe nogi.
Postawiłem prawą nogę z powrotem na ziemię. Jessic , otwarła drzwi i czekała na mnie. Zatrzymałem się przed nimi i rozejrzałem się po pokoju.
Wyszliśmy.


Wiem , bardzo krótki ! <3

Rozdział 6

Tajemnicze spotkanie.

Usiadłem na krześle obok stołu. Źle się czułem , że zostawiłem samą Jessice w ogrodzie. W końcu zrobiła wszystko za mnie. Teraz ten ogródek wyglądał na prawdę wspaniale. Musze jej podziękować. Widać ile pracy w to włożyła. Szkoda , że nie mam jej numeru telefonu , zadzwonil bym do niej i może umówił się , by jej to wynagrodzić. Wziąłem do ręki kieliszek z whisky i zrobiłem dużego łyka , tak , że praktycznie zostało tylko na samym dnie. Dylan odsunął krzesło i usiadł obok , klepiąc mnie po plecach.
-Co ? - spytałem może zbyt ostro , ale byłem przybity , więc próbowałem to jakoś odkręcić - przepraszam , po prostu nie jestem w... - przerwałem - nie jestem w nastroju - dokończyłem.
-Dzieje się coś z Tobą dziwnego Jake. Widzę to. Zachowujesz się innaczej , niż kiedy zamieszkaliśmy ten dom. - spuścił ręke z moich pleców i uśmiechnął się nie pewnie.- Powiedz co sie dzieje ?
Mówił bardzo zatroskany. Przypominał mi mojego ojca , gdy wracałem ze szkoły przygnębiony faktem , że przegraliśmy mecz football. A zawsze dobrze nam szło. Ale nie mogłem , mu powiedzieć o dziwnych krzykach w lesie. Spuściłem głowę i chciałem dać mu do zrozumienia , że nie chcę o tym gadac , ale on bardziej poszerzał ten temat. Szybko podnosiłem głowę i poparzyłem na niego spod zmrożonych powiek.
- Bo ja...- przerwałem , miałem mu nic nie mówić- bo ja..eee..- zastanawiałem się przez chwile i dodałem by odciągnąć od tematu. - Która to już godzina ? - spytałem.- Chyba pójdę się umyć , i ten , no eee...wyspać się - wymyśliłem na poczekaniu.
-Jest dopiero czwarta dwadzieścia dziewięć. Daj spokój wie , że coś Cię dręczy , powiedz mi. Chyba mi ufasz prawda ?- spojrzał mi w oczy.
No miał racje. Był moim najlepszym przyjacielem i ufałem mu , ale nie mogłem mu o tym powiedzieć co sie zdarzyło w lesie. Wolałem , żeby sam do tego doszedł. Może wyciągnę go na spacer i znów ktoś zacznie krzyczeć. Na razie pójdę sam pospacerować. Może znajdę coś co mógłbym mu pokazać. Wstałem i zasunąłem za sobą krzesło.
-Idę pospacerować. Nie wiem kiedy wrócę , jakby co to mam telefon. - powiedziałem wkładając kurtkę - Cześć
Wyszedłem.
Było ciepło.Zastanawiałem się czy czasami nie wrócić sie i odłożyć kurtki , ale nie wiedziałem ile będe siedzieć na polu więc postanowiłem nie ściągać. Zatrzymałem się przed lasem. Wziąłem głęboki wdech i postawiłem pierwszy krok na jeszcze wilgotnej ziemi. Rozglądnąłem się po drzewach jakie mnie otaczały. Szedłem cały czas przed siebie. Nagle w oddali zauważyłem wielkie głazy. Piekny był to widok. Były duże i mogły służyć za schronienie dla bezdomnych. Ale czy w ogóle w tej okolicy są tacy ludzie ? Chyba nie , a raczej na pewno nie. Zrobiłem jeszcze jeden krok do przodu bliżej skał. Dotknąłem dłonią dużą i sięgającą ponad dwa i pół metra skałę. Rozejrzałem się w okół  i spróbowałem wdrapać się na skałę która leżała poziomo. Za pierwszym razem upadłem na ziemie i trochę zdarłem skórę , ale to nic. Za drugim razem udało się. Usiadłem na niej i popatrzyłem na miasto , które było dość dobrze widać. Było na prawdę duże ..
Nagle poczułem zimno otaczające mnie i po chwili usłyszałem coś dziwnego. Szybko odwróciłem się twarzą do lasu , ale nic nie widziałem , było już zbyt ciemno by coś ujrzeć.
-Hallo ? Kto tam jest ? - spytałem nie pewnie przełykając ślinę.- Dylan ? Czy to ty ?
Z ciemności wyłaniała się jakaś postać. Przyjrzałem się uważne. Ale nic... nadal nie widziałem twarzy tej osoby. Zeskoczyłem z skały i zrobiłem jeden krok w przód.
-Hallo ? Kim jesteś ? - spytałem ponownie , lecz znów nie usłyszałem odpowiedzi.
Zrobiłem następny krok , aż nagle kto skoczył mi na plecy , a ja upadłem na ziemię i uderzyłem głową o skałę. Później ? Nie wiem , co się działo. Nie mam pojęcia.

Obudziłem się w szpitalu , a obok mnie stała Jessica , Cleo , Dylan , Kath , Josh i inni moi przyjaciel .. Co się stało ? Rozglądnąłem się po pokoju i podciągnąłem się bym mógł swobodnie usiąść. Ale Dylan mi na to nie pozwolił.
- Jake , musisz dużo odpoczywać , lekar powiedział , że wypiszą Cię za tydzień...-przerwał i wszystkich zebranych w tym pokoju zbadał wzrokiem.- Przynieśliśmy owoce , no i Cleo przyniosła ci konsole , żebyś się nie nudził.
- Tak , skarbie musisz odpoczywać , bo wiesz chcę byśmy poszli do Wesołęgo Miasteczka. - uśmiechnęła sie do mnie i pocałowała mnie w czoło.
Wszyscy zmrozili ją wzrokiem.
-No co ? -spytała.
-Nie ważne , w każdym razie musisz dużo leżeć - powiedziała wysoka blondynka. - Jake przepraszam , ale ja muszę już iść , bo obiecałam mamie , że zajmę się kolacją. Wiesz nie mam ojca i... - przerwała i podniosła kącik ust - i spotyka się obecnie z szefem jakieś wielkiej firmy i ma bardzo dużo na głowie , ale na pewno Cię odwiedzę. No , to pa do zobaczenia - pocałowała mnie w policzek i wyszła.
-Tak , tak idź , idź - powiedziała Cleo. - Nikt Cię tu nie chce. - powiedziała do siebie - A tak właściwie kto to jest ? - spojrzała na mnie.
-Ona ? - spytał sie Dylan.- Moja koleżanka , Jake poznał ją na imprezie przed wczoraj. No , a wczoraj , przyszła pomagać w ogrodzie.
-Ej , ja też bym mogła pomóc ! A nikt , nie będzie zbliżał sie do mojego kotka prawda Jake ? - spytała sie mnie unosząc jedną ze swoich brwi.
Podniosłem jedną ręke do góry i już miałem zamiar coś powiedzieć , ale Kath mi przerwała.
-Tak , na pewno Cleo. Nikt Ci go nie odbierze. W szczególności , jak będziesz dalej całować Dylana - zaśmiała sie - A Jake na pewno tą dziewczynę lubi - wskazała na drzwi.
-Dobra , przestańmy już o tym gadać okej ? - spytał Josh.
-Jasne - powiedzieli wszyscy chórem.
Oparłem się o poduszkę i wziąłem głęboki wdech tak , że zabolały mnie płuca. Spojrzałem na Dylana i uśmiechnąłem się do niego fałszywie. Spojrzałem na okno , które było za plecami Josha.
- Właściwie....-przerwałem , bym mógł spokojnie kaszlnąć.
-O fuuu ! - krzyknęła Cleo i odskoczyła do tyłu. - Mam jego śline w buzi !
Popatrzyłem na nią bardzo zawiedziony.
-Jake , nie przejmuj się nią.. Myśli , że się czymś zarazi..wiesz ? Ale czym , to ja już nie wiem. - popatrzył na Cleo , kucając przy moim łóżku - Właściwie ?
-Właściwie , co się stało ? - spytałem.
-Ty się nas pytasz ?- spytała troskliwie Kath. - Przecież to Tobie coś się stało niee ? My na prawdę nic nie wiemy.
-Ale ja nic nie pamiętam ! - wykrztusiłem z siebie.
Przyjaciel wymienili się spojrzeniami.
-Jak to nic nie pamiętasz ?- spytał Dylan.
-Nic , po prostu nic !
Mówiłem całkowitą prawdę....

poniedziałek, 16 lipca 2012

Rozdział 5

Las.

Usiadłem na murku i popatrzyłem na Jessice. Ona chodziła tam i z powrotem po ogrodzie myśląc gdzie by posadzić drzewka. Wstałem , podszedłem do niej i położyłem swoją dłoń na jej ramieniu.
- Wiesz , wcale nie musimy sadzić tych drzewek , zrobimy dziś z basenem i oczyścimy tą fontannę i będzie dobrze - uśmiechnąłem się do niej promienie - A i dziękuje Ci , że mi pomagasz.
- Na prawdę nie masz za co dziękować, to jest drobiazg , ja cały czas komuś pomagam.. To jest dla mnie normalka.
- Tak ? - spytałem dając reke na tylną część szyji i delikatnie nią przesuwając - No , to ja idę po jakieś gadżety do czyszczenia... może to troszkę potrwać , bo nie wiem  gdzie je dałem , a ty w między czasie , usiądź sobie i napij się soku , który przyniosłem. dobrze ? - podałem jej szklankę i sok z wodą.
Szybko wbiegłem do środka mieszkania i zacząłem szukać po łazience różne szczotki , płyny i proszki. Znalazłem tylko jedną już prawie rozpadającą się szczotkę i jeden kończący się płyn do mycia podłóg.Ubrałem buty do wyjścia i wziąłem kluczki od samochodu. Wyszedłem z domu i otwierając drzwi do auta , spojrzałem na prawo , skąd wydobywał się straszny odgłos. To były krzyki. Kobiety. Zamknąłem drzwi i ruszyłem w lewą stronę , tam skąd dobiegały te krzyki. Chwyciłem w dłoń łopatę i zacząłem biec w stronę lasu. Nasz mały dworek , był otoczony gęstym lasem. Stanąłem przed laskiem i rozglądnąłem się w okół czy ktoś z niego nie wychodzi.
Ale , nikogo nie widziałem , wszedłem głębiej , też nic nie widziałem. Może tylko się mi zdawało. Jednak , po nie całej sekundzie , znów usłyszałem ten przeraźliwy krzyk , było go słychać coraz wyraźniej. I muszę , przyznać , że strasznie się bałem. Chociaż , inni uważali , że jestem najodważniejszym facetem w szkole , do której uczęszczałem jeszcze rok temu. No , musiałem , w końcu , wszyscy uważali , że jestem najbardziej lubiany i najbardziej popularną osobą. Lubiłem być nią , ale czasem było to wkurzające stanowisko. Czemu ? Wszyscy przychodzili do mnie i prosili , bym przyszedł na imprezę w szkole , z drugiej strony było to miłe , ale wkurzające , bo zapraszali mnie ze względu , na to , jak jest na niej najbardziej lubiana osoba w szkole , to impreza jest lepsza , bo jest więcej ludzi. Chociaż , nie zawsze tak było. Dużo było też imprez , na które zapraszali mnie tak po prostu. Bardzo lubiłem na nie chodzić. Chyba na nich lepiej się bawiłem , niż na tych gdzie byłem zapraszany też ze względu na moją reputację.
Rozejrzałem się po lesie , jeszcze raz , ale nic nie widziałem. Usiadłem na ziemi pod dużym drzewem. Chyba był to dąb. Usiłowałem wsłuchać się. Nie chciałem tej sprawy zostawić tak po prostu i pójść sobie , robić z ogrodem. Żal było by mi osoby która tak krzyczała. A jak się jej coś stało ? W tej właśnie chwili znów usłyszałem ten krzyk. Wstałem tak szybko jak nigdy dotąd. Powoli skierowałem się w stronę skąd wydobywał sie ten krzyk. Połamałem przy okazji kilka gałązek leżących na wilgotnej ziemi. Ale one teraz nie były tak bardzo ważne. Wiecie , zawsze szanowałem zieleń , ale chyba matka natura nie będzie się tak bardzo złościć że złamałem pięć czy siedem gałązek. Przecież dzieci codziennie depczą , skaczą i łamią. Wiem , też taki byłem. Mały i nie do wytrzymania. Zawsze się z tego śmieje , ale dziś nie mam na to nastroju.   Z jakiegoś powodu zacząłem biec , a nic na razie nie słyszałem. Zatrzymałem się i jeszcze raz dobrze rozglądnąłem się czy gdzieś kogoś nie ma. Przez cały ten czas wydawało mi się , że ktoś mnie śledzi , więc szybko odwróciłem się , ale tam też nikogo nie było , tylko drzewa. Czy to możliwe , że aż tak daleko odbiegłem od domu ? Spojrzałem na zegarek. Była już czwarta piętnaście. Już tak późno. Gdy wracałem do domu , przypomniałem sobie , że w ogrodzie czeka na mnie Jessica. Powiedziałem jej przecież, że zaraz wrócę. Zawiodłem kolejną osobę. Wybiegłem z lasu i jeszcze raz rozglądnąłem się wokół. Dziwne. Cisza. Już nikogo nie było słychać , tylko jakieś śmiech dochodzące z mojego ogrodu.
-Dylan ? Jessica ? - wbiegłem do ogrodu , który o dziwo wyglądał lepiej niż , gdy wychodziłem z domu. - Jessica ty to zrobiłaś ?
-Tak , z małą pomocą - wstała i spojrzał na siedzącego na schodach Dylana - To może ja już pójdę. - uśmiechnęła sie lekko w moją stronę i pomachała mojemu przyjacielowi. - Do zobaczenia Dylan.
Wyszła.
- Co to było ? Czemu ty i... - przerwałem patrząc na roześmianego Dylana -No co ? - spytałem , bradzo dziwnie się zachowywal , zresztą jak i Jessica.
-Może ja zadam pierwszy pytanie.?
-Hmm ?
-Gdzie ty byłeś przez prawie cale cztery godziny ?- spytał
-Nigdzie.- powiedziałem obojętnie.
-To czemu zostawiłeś Jessice samą w ogrodzie ?
-Czekaj teraz moja kolej.- oburzyłem się - Czemu ty się śmiejesz ?
-Bo przypomniałem sobie coś śmiesznego , zresztą ta twoja mina... - przerwał w połowie i wybuchnął śmiechem
- Co w tym takiego śmiesznego hmm ? - spytałem unosząc do góry swoją brew.
-No bo.. ta mina..ahahaha..
Nadal nie wiedziałem z czego tu się śmiać , skoro każdy robi takie dziwne miny jak ja. Ale Dylan zawsze był śmieszkiem. Ale co sobie takiego śmiesznego przypomniał. Rozmawiając z Jessicą ? Złożyłem ręce na brzuchu.
-Nie ważne - powiedział tak jakby czytal mi w myślach i wiedział co mnie drażni.- Chodź do środka , robi się zimno..
Weszliśmy.


I jak ten , rozdział chyba mi się udał ?

środa, 11 lipca 2012

Rozdział 4

Ogród
Gdy już zjadłem , do drzwi ktoś zapukał. Wstałem z fotela i zacząłem kierować się ku drzwią. Chwyciłem za klamkę która była zimna i pociągnąłem w swoją stronę. To była ona ! Wysoka i szczupła blondynka. W rekach miała kwiaty. Różowe , żółte , pomarańczowe , czerwone , fioletowe i białe. Było tych roslinek więcej , bo gdy spojrzałem , ujrzałem za jej plecami auto , a w nim pełno kwiatów i małych drzewek. Powitałem ją i zaprosiłem do środka.
- Chcesz coś do picia ?- spytałem wchodząc do kuchni
- Nie , dziękuje. To co pierwsze robimy ?
- Chodź do ogrodu , tam się zastanowimy dobrze ?
Spojrzała na mnie i pokiwała głową. Zacząłem iść w stronę wyjścia z domu. Ona szła obok mnie obijając swoją ręką o moją.
- Wiesz ? Szczerze , to jeszcze w tym ogrodzie nie byłem , więc w sumie nie wiem jak wygląda. Ale coś mi się zdaje , że duzo pracy będzie.
- Czemu tak myślisz ?
- Bo pierwsze moje wrażenie o tym domu , to było . To jest domu strachu itp. A jak wygląda dom to i ogród.
-Niekoniecznie - powiedziała , dochodząc do ogródka. - Widzisz , on , jest w całkiem... - przerwała , gdy zobaczyła wielki ogród.
Był wielki i bardzo zaniedbany. Rzeczywiście , będzie masa pracy. Popatrzyłem na nią , a ona na mnie i wzruszyła ramionami. Na środku stała średniej wielkości fontanna schodziła z niej farba , ale dodawała atmosfery sprzed 50 lat. Po prawej stronie było wielki zagłębienie. Można to wykorzystać na basen. Zaś po lewej stronie od fontanny znajdowała się mała budka. Można tam było zrobić jakiś schowek , czy coś.

Odwróciłem się w stronę Jessici. Spojrzałem jej w oczy.
- I co nie miałem racji ? -  spytałem.
- Dobra tym razem miałeś , ale zobaczysz , że ja też będę ją mieć.
Uśmiechnąłem się do niej promiennie. Była całkiem mila jak na siedemnastoletnia dziewczynę. Wziąłem od niej kwiatki i położyłem je na ziemi by nie musiała dźwigać , takiego ciężaru. 
- Dziękuje - powiedziała i popatrzyła na mnie - Jesteś bardzo miły.
- Taak ? Bardzo dziękuje - uśmiechnąłem sie do niej.
Gdy znalazłem się bliżej fontanny. Zauważyłem za nią jakieś drewniane drzwi.


Były dość duże i brązowe. Jessica poszła za mną. Położyłem prawą dloń na drzwiach i próbowałem je popchać , ale nie otworzyły się. Nawet nie miały klamki.
-Jesteś słabeuszem - powiedziała opierając się o mur i patrząc na mnie.
- Nie prawda. Nie da sie ich po prostu otworzyć - spojrzałem jej w oczy. - No spójrz , maja klamkę , lub coś podobnego do klamki ?
-Nie , ale...może...hmm..no nie wiem... - wzruszyła ramionami.
- Hehe.. - zaśmiałem się - po co komu drzwi , skoro nie da się je otworzyć ?
- A może to nie są drzwi , tylko jakieś tajemne przejście...? 
-Bardzo możliwe.. - wybuchłem śmiechem , a ona razem ze mną.
Podniosłem głowę do góry i pokazałem swoją wyższość nad drzwiami. Ona chwyciła mnie za ręke i pociągnęła za sobą...

Rozdział 3

Mętlik
Kłótnia z Dylanem , nadal się ciągnie od imprezy , a minęły już 4 godziny. Nadal sobie nic nie wytłumaczyliśmy. Nie mam najmniejszej ochoty z nim rozmawiać. Wszyscy goście wyszli już dawno temu więc , poszedłem się umyć i iść spać w nowym miejscu. Położyłem się na nowym łóżku i przez chwile myślałem o tajemniczej ścianie. Byłem , tak bardzo ciekawy , czemu jest inna , od reszty. Gdy już usypiałem , coś zaczęło walić o ścianę i hukło . Coś jakby spadło  na ziemie , coś ciężkiego. Wstałem szybko z łóżka i z zaciekawieniem wybiegłem z pokoju , dowiedzieć się co to było. Stanąłem , tuż przed drzwiami do pokoju Dylana , było tam cicho i przez dziurkę od klucza widać było , że jest tam też bardzo ciemno. Więc pomyślałem , że może mi się przyśniło i wydawało mi się , że coś spadło. Byłem bardzo zmęczony i śpiący więc , szybko wskoczyłem do łóżka z strasznym grzmotem. W tej chwili , pomyślałem , że muszę kupić nowe łóżko bo to , ledwo co stoi. Zamknęłem oczy i próbowałem zasnąć. Było to bardzo ciężkie zadanie , ponieważ zawsze gdy śpię w nowym miejscu , pierwszą noc spędzam nad czytaniem gazety i książki. W końcu udało mi się zasnąć. Nagle do mojego łóżka niespodziewanie wskoczył Dylan. Otworzyłem oczy i spojrzałem na niego.
- Co ty robisz ?- spytałem
- Muszę Ci wszystko wytłumaczyć..
- Wiesz , nie masz już co tłumaczyć , wszystko wiem.. podoba Ci się Cleo... ale jak mogłeś mi tego nie powiedzieć , jesteśmy przecież przyjaciółmi...
- To nie tak Jake.. To na prawdę ona mnie pocałowała.. A ja próbowałem ją od siebie odciągnąć , ale ona nie chciała. Tak jakby złe moce ją trzymały , czy coś w tym stylu.
-Dylan , ja Ci po prostu nie wierze ! - powiedziałem , podnosząc ręke do góry - Cleo , by mi tego nie zrobiła.
- To uwierz , bo tak na prawdę było... Przecież stali koło nas Kath i Josh , idź i się ich spytaj.
- No dobrze , ale musiałeś mnie budzić w środku nocy , o 01:32 ? - spojrzałem na zegarek postawiony na mojej szafce nocnej obok łóżka.

- Tak , bo chcę Ci wytłumaczyć , i chcę byś mi uwierzył !
- Dobrze , porozmawiamy o tym jutro.
Wtedy , bardzo zaciekawiła mnie sytuacja Dylana z Cleo. Czemu moja dziewczyna miała by całować mojego przyjaciela ? No , ale Dylan zawsze mówił mi prawdę. Zawsze był szczery wobec mnie. Zamknęłem oczy i zaczęły przed moim oczyma pojawiać się pocałunek Dylana i Cleo. Może jako jego przyjaciel powinienem mu uwierzyć. Tak , ale z drugiej strony ona jest moją dziewczyną. Miałem straszny mętlik w głowie. Próbowałem znów zasnąć. W końcu mi się udało...

Coś zaczęło gilgotać mnie w twarz. Gdy otworzyłem oczy , zauważyłem Dylana stojącego nade mną i delikatnie dotykającego mnie pierzami od poduszki. Szybko usiadłem na łózko i rozglądnąłem się po pokoju.
- Co się zaś stało ? - spytałem - Czemu mnie budzisz tak wcześnie ? Jestem zmęczony i nie pogadam z Tobą teraz o tym.- położyłem się z powrotem i przykryłem kołdrą.
- Wcześnie ? Facet jest już 11:30 !- szturchnął mnie w ramie.
- Co ? już ?
Wstałem szybko z łóżka i otwarłem wielką szafę gdzie wszystkie rzeczy włożyłem. Wyciągnąłem z niej swoje ulubione ubranie i zajełem łazienkę.
Przebrałem się i schodząc po schodach na dół , zauważyłem na ścianie zdjęcie Dylana z Cleo jak się całują. Zdjąłem je i przyjrzałem się na nie. Już miałem uwierzyć mu. Ale to zdjęcie ? Zauważyłem za nimi , jakąś nieznajomą sylwetkę. Tak jakby obserwowała ich. Nie było widać twarzy , ponieważ ten ktoś stał w cieniu , po za tym było bardzo ciemno.
- Dylan ! Chodź tu !- zawołałem go.
- Co się stało ? - podbiegł do mnie. - Co to ?
- Zdjęcie ! Wasze ! Jak się całujecie z Cleo. Zrobiłeś se z nią zdjęcie i wywołałeś , a w dodatku oprawiłeś ? co ?- spytałem zdenerwowany.
-Co ? Skąd to masz ? Nie robiłem , żadnego zdjęcia. Może Kath z Joshem to zrobili. Myślisz , że chce Ci robić na złość , przecież jesteś moim przyjacielem.
- Czemu niby Kath czy Josh mieliby zawiesić na ścianie twoje zdjęcie z moją dziewczyną ?
- A bo ja wiem , ich się pytaj ! 
Zbiegłem szybko ze schodów nie patrząc na niego. Wszedłem do kuchni i wyciągnąłem z lodówki masło i pomidory. Zauważyłem że Dylan siada na krześle obok stołu i patrzy na mnie.
- Jake , ja na prawdę ... oh , no nic nas nie łączy z Cleo. Ona jest tylko koleżanką. I na prawdę , to ona mnie pocałowała.
Posmarowałem górną część bułki masłem.
- No dobra. A jakby nawet tak było. To czemu przywiesiłeś to zdjęcie ?- popatrzyłem na  niego.
On wstał i podszedł do mnie.
- To nie ja ! Nie wiem , może złodziej ?
- Ale po co miałby złodziej przywieszać zdjęcie i nic nie ukraść ?
Położyłem swoją dłoń na jego ramieniu i dodałem " Zresztą Dylan , nie ma tu , żadnych znaków włamania.". Wlałem wodę do czajnika i postawiłem na ogień. Położyłem na posmarowanej bułce pokrojony pomidor i położyłem na talerz zrobiony prze zemnie posiłek.


I jak dobrze mi idzie ?

poniedziałek, 9 lipca 2012

Rozdział 2

Impreza

No i impreza się zaczeła. Oczywiście było piwo , dziewczyny , żarcie , papierosy. Wszyscy dobrze się bawili. Ktoś niepewnie zapukał do drzwi. Otworzyłem i przytuliłem Cleo. Obiecywałem , jej , że dziś wydarzy się coś wspaniałego.Zaprowadziłem ją do salonu i podałem kieliszek z wódką. Była taka sama jak inne dziewczyny , ale miała , coś nadzwyczajnego. Stuknęliśmy delikatnie kieliszkami i zrobiliśmy lyka. Przytuliłem ją do siebie i pocałowałem w czoło.


- A więc , ładne macie mieszkanie .
- No całkiem niezłe .- powiedziałem.
- Może pokażesz mi swój pokój ! - złapała mnie za ręke i zaczęła iść ku schodom
Szliśmy po schodach , aż do mojego pokoju. Zatrzymaliśmy sie i spytała czy to mój. Weszliśmy do środka. Usiadła na łóżku i rozglądnęła się po pokoju. Był całkiem normalny , tylko troszkę przerażała mnie ściana , która była troszke inna od reszty. Może to jakieś tajemne przejście , albo cos w tym stylu. Usiadłem blisko niej. Spojrzałem jej w oczy , a ona musnęła swoimi wargami moje usta. Delikatnie ode pchałem ją od siebie. Gdy spojrzała na mnie , ja odsunąłem się od niej. Dla czego to zrobiłem ? Nie jestem takim chłopakiem , który się żuci na dziewczynę. Staram się być inny , a jej tylko na tym zależało.
- Wiesz , Cleo , ja nie dam rady tu... no wiesz.. - spojrzałem , jej w oczy i wstałem po czym zacząłem się kierować ku drzwi.- Widocznie nie jestem na to gotowy. Zresztą jeszcze tu nie spałem i dziwnie się czuje w tym mieszkaniu. A sama dobrze wiesz , że trudno jest mi zapomnieć , o Ninie.
Nina ? Przed Cleo , była ona , a Nina była dla mnie bardzo ważna i myślałem , że to ona jest tą jedyną , ale zginęła w wypadku. Od tamtego czasu , jest mi ciężko i nie jest mi tak łatwo całować się z Cleo. Tęsknie , za nią i cały czas mam nadzieje , że wróci i nadal będziemy szczęśliwą parą. Lecz to jest niemożliwe i głupie.
- No dobrze , ale cały czas nie możesz o niej myśleć. Przecież , już tyle minęło miesięcy , ludzie zapominają o byłej , byłym po kilku tygodniach , a Ty ? Czemu tak długo to trwa .?
- Cleo , ja ją bardzo kochałem.... i nadal kocham...zrozumiesz to kiedyś ? - spytałem otwierając drzwi.-a jeśli nie zrozumiesz nigdy , to nie wiem czy to wyjdzie...przepraszam , ale muszę iść , po piwo , bo już nie ma...
- Skąd to wiesz , że nie ma ? Po prostu chcesz uciec ode mnie ...
- To nie prawda Cleo.. mój współlokator , napisał mi sms.
Spojrzała mi w oczy. Wyszłem z pokoju i zamknęłem za sobą i za nią drzwi. Podszedłem do Dylana i przybliżyłem się mu do ucha , by coś mu powiedzieć , ale on tak jakbym był niezauważalny poszedł w drugą stronę. Nim się obejrzałem , piękna dziewczyna o blond długich i delikatnie falowanych włosach , podeszła do mnie i spytała niepewnie.

- Ty to pewnie Jake ? Ty tu mieszkasz ? Bo wiesz , bardzo ładny ten dom , a raczej dworek. Mogę , wam pomóc w sprzątaniu ogródka. Jutro pojadę kupić wam kwiaty , żeby trochę , rozweselić ten dom. A tak w ogóle to jestem Jessica ! Bardzo mi miło Cię poznać Jake. Dylan dużo mi o tobie opowiadał. Wiem , trochę za dużo gadam , ale taka już jestem.- uśmiechnęła się delikatnie w moją stronę.
Rzeczywiście , strasznie dużo mówiła. Ale całkiem była miła i dobrze się jej słuchało. Odwzajemniłem jej uśmiech.
-Jessica ? Mnie również miło. To bardzo miło z Twojej strony , że chcesz nam pomóc , ale na prawdę nie musisz. Poradzimy sobie.
-Bardzo możliwe , ale kocham pomagać ! Więc , z wielką przyjemnością wam pomogę , przyjdę do was jutro o której mogę ?
-Praktycznie o której chcesz. Ja będę cały czas w domu. - spojrzałem w jej błękitne i pełne radości oczy.
- No dobrze to przyjdę o 12 może być ?
Pokiwałem głową. Wybiegłem szybko na pole , by poszukać Dylana. Rozejrzałem się w prawo i w lewo. Ale nigdzie go nie było widać. Koło dworku ciągnął się gęsty las. Wszędzie mógł pójść. Zacząłem iść w głąb lasu , nagle zauważyłem Dylana , Cleo , Josh i Kath. Moja dziewczyna całowała się z moim przyjacielem. Podbiegłem do nich i rzuciłem się z pięściami na Dylana. Trochę za bardzo mnie poniosło. Wiem nie powinienem tego zrobić. Ale wkurzyłem się na niego. Jak mógł całować moją dziewczynę ? Josh odciągnął mnie siłą od niego. Było czuć , że Dylan był pijany i nie panował nad sobą , ale to ja go zaatakowałem , czułem się okropnie źle. Podbiegłem do Cleo i przytuliłem ją do siebie.
- Jake...? - spytał Dylan , ledwo stojąc na własnych nogach - To nie tak jak myślisz...- powiedział niewyraźnie - to ona mnie pocałowała...


I jak podoba sie wam ? Proszę piszcie komentarze , to dla mnie ważne , bo w przyszlości chce , zostać sławną pisarką .!

środa, 27 czerwca 2012

Rozdział 1 .!

Przeprowadzka.

Mój ojciec był dość stary , miał prawo umrzeć . Ale brakowało mi go. Tęskniłem za nim. W spadku powierzył mi dom. Miałem przeprowadzić się tam z mamą , ale miesiąc po śmierci ojca , umarła .Nie wiedziałem , że ma raka. Nie chciała mi powiedzieć.Tydzień po pogrzebie matki zacząłem , rozmyślać , nad tym domem , za granicami miasta. Zadzwoniłem do Dylana , porozmawiać. Zawsze chcieliśmy zamieszkać razem , jako przyjaciele. Po godzinie zapukał do drzwi mojego domu. Otworzyłem.Przytulił mnie i poklepał po plecach na przywitanie.
-Stary , jak się czujesz ? - spytał .
Zaprosiłem go do salonu i spytałem czy chce się czegoś napić. Jak zawsze piwo.Lubiliśmy sobie czasem wypić , ale uważałem , że picie alkoholu jest bardzo nie zdrowe , ale nigdy nie umiałem odmówić.
-No trzymam się , słuchaj mam do Ciebie sprawę.
-Yhm ?
-No. Tata... w spadku powierzył mi dom , po za miastem. No wiesz , możemy tam zamieszkać , jak to planowaliśmy. Cisza i spokój , w każdej chwili , moglibyśmy robić imprezy , zapraszać panienki.
Spojrzała na mnie tym swoim zabójczym spojrzeniem. Zawsze byliśmy zgodni.
-Nareszcie , myślisz , po za szkołą - podniósł palec do góry i pokiwał nim - no a kiedy jedziemy go zobaczyć ? 
- Jeszcze nie wiem. Ale jak najszybciej. - powiedziałem.
Podałem mu piwo i sam wziąłem dla siebie.Usiadłem obok niego na starej sofie.Ten mebel jest od początku zamieszkiwania moich rodziców. Troszkę z boku się rozwala. Kiedy mieliśmy psa o imieniu Marley rozgryzł nam kawałek sofy.
Wieczorem cały czas myślałem , jak to będzie w nowym domu razem z przyjacielem mieszkać. Może fajnie , a może nie...

Rano od razu zabrałem kluczyki od mojego auta.Wyszedłem z domu i wsiadłem do samochodu.Zapaliłem i ruszyłem w stronę domu Dylana. Po drodze wstąpiłem do sklepu. Kupiłem , jak zawsze gumy do żucia .


Wiedziałem , że Dylan , też będzie chciała więc wziąłem od razu dwie paczki i piwo. Kiedy już podjechałem pod jego bramę do domu , wysiadłem i ścieszką poszedłem w kierunku drzwi. Zapukałem i otworzyła mi jego matka. Szczupła wysoka kobieta z zmarszczkami na twarzy i nie wyraźnym uśmiechem. Wpuściła mnie do środka i powitała. Zawsze byłem tu mile widziany , albo przynajmniej mi się tak wydawało. Stanęłem tyłem do schodów a ona spytała " a więc chcecie zamieszkać razem ? '' a ja odpowiedziałem na to jej pytanie :
- Tak , podzielimy jakoś ten dom, mam nadzieję , że to nie jest jakaś rudera.-zaśmiałem się .
-No miejmy nadzieję , ale poradzicie sobie ?
-Tak , proszę Pani.
Dylan zszedł z góry i stanął tuż obok mnie.Położył swoją dłoń na moim ramieniu i powiedział "możemy już jechać ".Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do mojego auta.Pojechaliśmy. Jechaliśmy jakieś 10 min i nareszcie znaleźliśmy ten dom.




To był raczej dworek czy coś w tym stylu. Dom był nie pomalowany i strasznie duży. Przyprawiał mnie o dreszcze. Wysiedliśmy z auta i skierowaliśmy się dróżką  do drzwi , otworzyłem kluczem który dostałem od taty. Nie pewnie postawiłem pierwszy krok w tym domu i wszedłem do środka. Rozejrzałem się po mieszkaniu. Wszystko wyglądało w porządku , duża łazienka , kuchnia , dwie albo więcej sypialni , salon. Spokojnie można robić duże imprezy. Postanowiliśmy z Dylanem , że już dziś przeprowadzamy się i sprzątamy. Zamknęliśmy dom i pojechaliśmy do domów się spakować. Po trzech godzinach praktycznie byliśmy gotowi. Otwierając drzwi bagażnika i wyciągając torby spytałem Dylana.
- To kiedy robimy pierwszą imprezkę ?
- Wiesz jak tu troszkę ogarniemy to jeszcze dziś .!
- No to napiszę do Cleo , żeby przyszła !
- Zaś ta twoja dziewczyna , co będziecie robić ? No , ale jeśli ty zapraszasz Cleo , to ja zaproszę ,moje koleżanki.
-Oj Dylan dużo ich masz , tylko wiesz , później żeby nie było , że Cię nie oszczegałem.
Weszliśmy do budynku i zaczęliśmy się rozpakowywać i sprzątać ...


I jak podoba się wam ?

niedziela, 24 czerwca 2012

Bohaterowie.


Jane ( 18 )
Duch.Dziewczyna która została zgwałcona i zamordowana przez okropnego przestępcę w swoim domu.Nadal w nim jest i czeka , aż ktoś jej pomoże .Jest szansa , że wróci do życia , ale  ....


Jake ( 19 )
Chłopak dostał w spadku od swojego ojca duży dworek za miastem , zamieszkał w nim razem ze swoim przyjacielem Dylanem .Wyglądał na dom strachu , było ciemno i strasznie zimno . Po pewnym czasie odkrył coś ciekawego..


Dylan ( 19 )
Przyjaciel Jake , zamieszkał razem z nim.


                                    Juliette ( 19 )

Przyjaciółka Jake , razem z nim będzie starała się pomóc Jane.


Reachel ( 18 )
Duch.Razem z Jane szukają osoby która by im mogła pomóc.