Las.
Usiadłem na murku i popatrzyłem na Jessice. Ona chodziła tam i z powrotem po ogrodzie myśląc gdzie by posadzić drzewka. Wstałem , podszedłem do niej i położyłem swoją dłoń na jej ramieniu.
- Wiesz , wcale nie musimy sadzić tych drzewek , zrobimy dziś z basenem i oczyścimy tą fontannę i będzie dobrze - uśmiechnąłem się do niej promienie - A i dziękuje Ci , że mi pomagasz.
- Na prawdę nie masz za co dziękować, to jest drobiazg , ja cały czas komuś pomagam.. To jest dla mnie normalka.
- Tak ? - spytałem dając reke na tylną część szyji i delikatnie nią przesuwając - No , to ja idę po jakieś gadżety do czyszczenia... może to troszkę potrwać , bo nie wiem gdzie je dałem , a ty w między czasie , usiądź sobie i napij się soku , który przyniosłem. dobrze ? - podałem jej szklankę i sok z wodą.
Szybko wbiegłem do środka mieszkania i zacząłem szukać po łazience różne szczotki , płyny i proszki. Znalazłem tylko jedną już prawie rozpadającą się szczotkę i jeden kończący się płyn do mycia podłóg.Ubrałem buty do wyjścia i wziąłem kluczki od samochodu. Wyszedłem z domu i otwierając drzwi do auta , spojrzałem na prawo , skąd wydobywał się straszny odgłos. To były krzyki. Kobiety. Zamknąłem drzwi i ruszyłem w lewą stronę , tam skąd dobiegały te krzyki. Chwyciłem w dłoń łopatę i zacząłem biec w stronę lasu. Nasz mały dworek , był otoczony gęstym lasem. Stanąłem przed laskiem i rozglądnąłem się w okół czy ktoś z niego nie wychodzi.
Ale , nikogo nie widziałem , wszedłem głębiej , też nic nie widziałem. Może tylko się mi zdawało. Jednak , po nie całej sekundzie , znów usłyszałem ten przeraźliwy krzyk , było go słychać coraz wyraźniej. I muszę , przyznać , że strasznie się bałem. Chociaż , inni uważali , że jestem najodważniejszym facetem w szkole , do której uczęszczałem jeszcze rok temu. No , musiałem , w końcu , wszyscy uważali , że jestem najbardziej lubiany i najbardziej popularną osobą. Lubiłem być nią , ale czasem było to wkurzające stanowisko. Czemu ? Wszyscy przychodzili do mnie i prosili , bym przyszedł na imprezę w szkole , z drugiej strony było to miłe , ale wkurzające , bo zapraszali mnie ze względu , na to , jak jest na niej najbardziej lubiana osoba w szkole , to impreza jest lepsza , bo jest więcej ludzi. Chociaż , nie zawsze tak było. Dużo było też imprez , na które zapraszali mnie tak po prostu. Bardzo lubiłem na nie chodzić. Chyba na nich lepiej się bawiłem , niż na tych gdzie byłem zapraszany też ze względu na moją reputację.
Rozejrzałem się po lesie , jeszcze raz , ale nic nie widziałem. Usiadłem na ziemi pod dużym drzewem. Chyba był to dąb. Usiłowałem wsłuchać się. Nie chciałem tej sprawy zostawić tak po prostu i pójść sobie , robić z ogrodem. Żal było by mi osoby która tak krzyczała. A jak się jej coś stało ? W tej właśnie chwili znów usłyszałem ten krzyk. Wstałem tak szybko jak nigdy dotąd. Powoli skierowałem się w stronę skąd wydobywał sie ten krzyk. Połamałem przy okazji kilka gałązek leżących na wilgotnej ziemi. Ale one teraz nie były tak bardzo ważne. Wiecie , zawsze szanowałem zieleń , ale chyba matka natura nie będzie się tak bardzo złościć że złamałem pięć czy siedem gałązek. Przecież dzieci codziennie depczą , skaczą i łamią. Wiem , też taki byłem. Mały i nie do wytrzymania. Zawsze się z tego śmieje , ale dziś nie mam na to nastroju. Z jakiegoś powodu zacząłem biec , a nic na razie nie słyszałem. Zatrzymałem się i jeszcze raz dobrze rozglądnąłem się czy gdzieś kogoś nie ma. Przez cały ten czas wydawało mi się , że ktoś mnie śledzi , więc szybko odwróciłem się , ale tam też nikogo nie było , tylko drzewa. Czy to możliwe , że aż tak daleko odbiegłem od domu ? Spojrzałem na zegarek. Była już czwarta piętnaście. Już tak późno. Gdy wracałem do domu , przypomniałem sobie , że w ogrodzie czeka na mnie Jessica. Powiedziałem jej przecież, że zaraz wrócę. Zawiodłem kolejną osobę. Wybiegłem z lasu i jeszcze raz rozglądnąłem się wokół. Dziwne. Cisza. Już nikogo nie było słychać , tylko jakieś śmiech dochodzące z mojego ogrodu.
-Dylan ? Jessica ? - wbiegłem do ogrodu , który o dziwo wyglądał lepiej niż , gdy wychodziłem z domu. - Jessica ty to zrobiłaś ?
-Tak , z małą pomocą - wstała i spojrzał na siedzącego na schodach Dylana - To może ja już pójdę. - uśmiechnęła sie lekko w moją stronę i pomachała mojemu przyjacielowi. - Do zobaczenia Dylan.
Wyszła.
- Co to było ? Czemu ty i... - przerwałem patrząc na roześmianego Dylana -No co ? - spytałem , bradzo dziwnie się zachowywal , zresztą jak i Jessica.
-Może ja zadam pierwszy pytanie.?
-Hmm ?
-Gdzie ty byłeś przez prawie cale cztery godziny ?- spytał
-Nigdzie.- powiedziałem obojętnie.
-To czemu zostawiłeś Jessice samą w ogrodzie ?
-Czekaj teraz moja kolej.- oburzyłem się - Czemu ty się śmiejesz ?
-Bo przypomniałem sobie coś śmiesznego , zresztą ta twoja mina... - przerwał w połowie i wybuchnął śmiechem
- Co w tym takiego śmiesznego hmm ? - spytałem unosząc do góry swoją brew.
-No bo.. ta mina..ahahaha..
Nadal nie wiedziałem z czego tu się śmiać , skoro każdy robi takie dziwne miny jak ja. Ale Dylan zawsze był śmieszkiem. Ale co sobie takiego śmiesznego przypomniał. Rozmawiając z Jessicą ? Złożyłem ręce na brzuchu.
-Nie ważne - powiedział tak jakby czytal mi w myślach i wiedział co mnie drażni.- Chodź do środka , robi się zimno..
Weszliśmy.
I jak ten , rozdział chyba mi się udał ?
Rozejrzałem się po lesie , jeszcze raz , ale nic nie widziałem. Usiadłem na ziemi pod dużym drzewem. Chyba był to dąb. Usiłowałem wsłuchać się. Nie chciałem tej sprawy zostawić tak po prostu i pójść sobie , robić z ogrodem. Żal było by mi osoby która tak krzyczała. A jak się jej coś stało ? W tej właśnie chwili znów usłyszałem ten krzyk. Wstałem tak szybko jak nigdy dotąd. Powoli skierowałem się w stronę skąd wydobywał sie ten krzyk. Połamałem przy okazji kilka gałązek leżących na wilgotnej ziemi. Ale one teraz nie były tak bardzo ważne. Wiecie , zawsze szanowałem zieleń , ale chyba matka natura nie będzie się tak bardzo złościć że złamałem pięć czy siedem gałązek. Przecież dzieci codziennie depczą , skaczą i łamią. Wiem , też taki byłem. Mały i nie do wytrzymania. Zawsze się z tego śmieje , ale dziś nie mam na to nastroju. Z jakiegoś powodu zacząłem biec , a nic na razie nie słyszałem. Zatrzymałem się i jeszcze raz dobrze rozglądnąłem się czy gdzieś kogoś nie ma. Przez cały ten czas wydawało mi się , że ktoś mnie śledzi , więc szybko odwróciłem się , ale tam też nikogo nie było , tylko drzewa. Czy to możliwe , że aż tak daleko odbiegłem od domu ? Spojrzałem na zegarek. Była już czwarta piętnaście. Już tak późno. Gdy wracałem do domu , przypomniałem sobie , że w ogrodzie czeka na mnie Jessica. Powiedziałem jej przecież, że zaraz wrócę. Zawiodłem kolejną osobę. Wybiegłem z lasu i jeszcze raz rozglądnąłem się wokół. Dziwne. Cisza. Już nikogo nie było słychać , tylko jakieś śmiech dochodzące z mojego ogrodu.
-Dylan ? Jessica ? - wbiegłem do ogrodu , który o dziwo wyglądał lepiej niż , gdy wychodziłem z domu. - Jessica ty to zrobiłaś ?
-Tak , z małą pomocą - wstała i spojrzał na siedzącego na schodach Dylana - To może ja już pójdę. - uśmiechnęła sie lekko w moją stronę i pomachała mojemu przyjacielowi. - Do zobaczenia Dylan.
Wyszła.
- Co to było ? Czemu ty i... - przerwałem patrząc na roześmianego Dylana -No co ? - spytałem , bradzo dziwnie się zachowywal , zresztą jak i Jessica.
-Może ja zadam pierwszy pytanie.?
-Hmm ?
-Gdzie ty byłeś przez prawie cale cztery godziny ?- spytał
-Nigdzie.- powiedziałem obojętnie.
-To czemu zostawiłeś Jessice samą w ogrodzie ?
-Czekaj teraz moja kolej.- oburzyłem się - Czemu ty się śmiejesz ?
-Bo przypomniałem sobie coś śmiesznego , zresztą ta twoja mina... - przerwał w połowie i wybuchnął śmiechem
- Co w tym takiego śmiesznego hmm ? - spytałem unosząc do góry swoją brew.
-No bo.. ta mina..ahahaha..
Nadal nie wiedziałem z czego tu się śmiać , skoro każdy robi takie dziwne miny jak ja. Ale Dylan zawsze był śmieszkiem. Ale co sobie takiego śmiesznego przypomniał. Rozmawiając z Jessicą ? Złożyłem ręce na brzuchu.
-Nie ważne - powiedział tak jakby czytal mi w myślach i wiedział co mnie drażni.- Chodź do środka , robi się zimno..
Weszliśmy.
I jak ten , rozdział chyba mi się udał ?

Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuń